W piątek, dzień przed metą w Santiago de Chile, z rywalizacji odpadła załoga R-Six Team: Robin Szustkowski/Jarosław Kazberuk/Wojciech Białowąs. A wszystko przez zepsutą skrzynię biegów w ich Mercedesie Unimogu. Do feralnej awarii zespół Szustkowski junior/Kazberuk/Białowąs zajmował pierwsze miejsce w klasyfikacji produkcyjnych samochodów ciężarowych (T4.1) oraz 24. lokatę w klasyfikacji generalnej samochodów ciężarowych (T4).

Już pogodziliśmy się z nieprzewidywalnością sprzętu. Oczywiście strasznie nam szkoda tego pierwszego miejsca w klasie T4.1. Mogliśmy być na podium wśród ciężarówek fabrycznych. Mamy oczywiście satysfakcję, że jechaliśmy świetny rajd i było bardzo blisko. Nikt nie podejrzewał nawet, że to skrzynia biegów zrobi nam taki numer – powiedział wczoraj Jarosław Kazberuk.

Załoga R-Six Team myśli już o przyszłorocznym starcie. – Za rok pokażemy pustyni, że można z nią wygrać i zrobić bardzo dobry wynik. Teraz, z wymienioną skrzynią biegów, moglibyśmy się pościgać, a jedziemy grzecznie drogą publiczną do Santiago. Najbliższe plany to gratulacje dla kolegów, długa kąpiel i drzemka po nieprzespanej nocy – dodaje Jarosław Kazberuk.

Do mety Dakaru dotarła, i to ze znakomitym wynikiem (40. miejsce w „genaralce”) załoga Grzegorz Baran/Bartłomiej Boba/Robert Jachacy. Przypomnijmy, że mniej więcej do połowy rajdu ich ciężarówka (MAN 4×4) dojeżdżała na metę odcinków specjalnych w szóstej, siódmej dziesiątce. Po dniu przerwy w Tucuman trio pod wodzą doświadczonego Barana zaczęło spisywać się coraz lepiej, czego dowodem ostateczna lokata.

Meta! Meta! Meta! Cali i zdrowi osiągnęliśmy wymarzony cel! Teraz tylko jakieś 150 km dojazdówki do Santiago, gdzie musimy umyć auto na jutrzejszą uroczystość zakończenia rajdu. Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy nas wspierali – cieszył się wczoraj wieczorem Robert Jachacy.

fot. pnt.pzm.pl