rajdy, rajd orlen, zbigniew staniszewski, staniszewski, bartłomiej boba, boba, n4, rsmp Miłe bywają złego początki. Zbigniew Staniszewski i Bartłomiej Boba nie ukończyli Rajdu Orlen, przedostatniej eliminacji Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski. Załoga niebiesko-pomarańczowego Mitsubishi Lancera EVO IX przegrała z kopnymi odcinkami specjalnymi oraz z awarią samochodu. Dawno już olsztyńsko-krakowski duet nie miał tylu przygód podczas jednego startu.

Zbigniew Staniszewski: Odcinki specjalne były piękne i techniczne, aczkolwiek bardzo miękkie, co powodowało, że powstawały koleiny, kiedy pokonywaliśmy odcinki po raz drugi. Jestem rozżalony, ponieważ okazało się nie pierwszy już raz, że auta grupy N, czyli takie jak nasz Lancer, ustępują samochodom klasy Super 2000 w tych bardzo ciężkich warunkach, w głębokich koleinach. Po pierwszej pętli zajmowaliśmy drugie miejsce, ale podczas drugiej pętli w tych nieszczęsnych koleinach całkowicie tę przewagę straciliśmy. Przesunęliśmy się na piąte miejsce, a prowadzenie wysunęły się wspomniane samochody klasy S2000.

Drugi dzień też nie był najszczęśliwszy. Na pierwszym odcinku przy bardzo szybkiej jeździe nadjechaliśmy w miejsce, gdzie trasę blokował rozbity samochód Leszka Kuzaja. Wybiło nas to z rytmu, straciliśmy aż 6 minut. Na kolejnym odcinku awarii uległa turbina. Samochód zaczął szwankować, co doprowadziło do opuszczenia drogi. Mimo, że Lancer był całkowicie sprawny, nie było sensu kontynuowania jazdy. Samochód osiągał jedynie część nominalnej mocy, bardzo źle się zachowywał. Baliśmy się że silnik ulegnie dalszej awarii, bo strasznie strzelał i przerywał. Logiczne wyjście było jedno, wycofujemy się z rajdu.