Po pechowym weekendzie w Walencji, Mateusz Lisowski wykorzystał zebrane tam doświadczenie do zdobycia swoich pierwszych punktów w Porsche Mobil 1 Supercup na słynnym brytyjskim torze Silverstone. Co więcej, na nieznanym sobie obiekcie postraszył bardziej doświadczonych rywali, którzy będą się mieli kogo obawiać, gdy puchar zawita na Hockenheim.

Deszczowe i zmienne warunki atmosferyczne z kwalifikacji były w dniu wyścigu tylko niemiłym wspomnieniem. Przy pięknej, słonecznej pogodzie Mateusz Lisowski mógł skupić się wyłącznie na szybkiej, czystej jeździe oraz rozkoszowaniem się torem Silverstone. 22-latek bardzo szybko przedostał się na punktowane miejsce i nie podejmując zbędnego ryzyka ścigał Alessandro Zampedriego.

Ostatecznie, reprezentujący zespół Förch Racing Mateusz Lisowski zajął piętnaste miejsce i zdobył trzy punkty w klasyfikacji kierowców. Co więcej, na mecie zameldował się tylko 23 sekundy za zwycięzcą, co oznacza, że jego tempo nie odstaje od czołówki i jego poprawa wymaga jedynie zebrania większego doświadczenia. Kolejne kilometry kierowca z Wieliczki zacznie pokonywać już niebawem – za dwa tygodnie na torze Hockenheim, który Mateusz zna jak własną kieszeń. Po dwóch „treningowych” weekendach, podczas których Polak zaznajamiał się ze swoim, oznaczonym numerem 5, Porsche 911 GT3 Cup zobaczymy jak radzi sobie na znanym sobie obiekcie.

Mateusz Lisowski: To był ciekawy i fajny wyścig. Od samego początku udało mi się utrzymywać niezłe tempo. Start miałem bardzo dobry i – co bardzo mnie cieszy – uniknąłem zamieszania tuż po zgaśnięciu świateł. Co więcej, już w pierwszych sekundach wyścigu udało mi się wyprzedzić kilku zawodników. Do końca wyścigu goniłem Zampedriego i na mecie dzieliło nas naprawdę niewiele. Na ostatnich dwóch okrążeniach zbliżyłem się do niego, ale zabrakło jeszcze jednego kółka, by przeprowadzić skuteczny atak. Trzeba też pamiętać, że nie czuję jeszcze tak dobrze samochodu jak bym chciał i dopiero się w niego wjeżdżam – nie martwię się tym jednak, bo to naturalne. Przed weekendem na Hockenheim nie odczuwam większej presji, w zespole panuje świetna atmosfera i zabawa jest przednia.