Pomimo świetnego tempa i dobrej dyspozycji na torze Hockenheim, był to kolejny trudny weekend w Porsche Mobil 1 Supercup dla Mateusza Lisowskiego. Po pechowych kwalifikacjach, wyścig miał stać pod znakiem odrabiania strat, lecz po kontakcie z dwoma zawodnikami Polak musiał zjechać do boksów tracąc szansę na kolejne punkty.

Po deszczowym treningu oraz kwalifikacjach dzisiejszy wyścig przebiegał po całkowicie suchej nawierzchni. Reprezentujący zespół Förch Racing Mateusz Lisowski startował z 20. pola po zamieszaniu ze zmienną pogodą podczas czasówki. Znajomość toru Hockenheim oraz dobre czasy przy równych dla wszystkich warunkach dawały nadzieję na kolejny punktowany finisz, podobnie jak miało to miejsce na torze Silverstone.

Tuż po starcie Mateusz chcąc wyprzedzić swoich rywali wykorzystał lukę pomiędzy nimi, ale niestety obaj konkurenci postanowili „zamknąć mu drzwi”. 22-latek z Wieliczki nie mógł nic zrobić i podwójnie uderzony, został wybity w powietrze. Lądowanie uszkodziło jedną z opon i konieczna była wizyta w alei serwisowej. Po powrocie na tor, startujący w dopiero trzecim swoim wyścigu cyklu Porsche Mobil 1 Supercup kierowca prezentował świetne tempo, lecz to nie wystarczyło do awansu na wyższe pozycje. Kolejny znany Mateuszowi tor, węgierski Hungaroring, gdzie odbędą się aż dwie rundy Porsche Mobil 1 Supercup już za tydzień.

Mateusz Lisowski: Kolejny weekend i kolejny pech, który rozpoczął się już po sesji kwalifikacyjnej, gdzie nie zdążyliśmy zmienić opon na slicki, przez co na przesychającym torze nie miałem szansy na wykręcenie odpowiedniego czasu. Po starcie do wyścigu chciałem się przebić o kilka pozycji. Zrobiła się przede mną luka, którą planowałem wykorzystać, więc w nią wjechałem. Niestety obaj moi rywale złapali mnie w „kleszcze” i samochód wyleciał w powietrze. Wtedy przebiłem oponę i było już po wyścigu. Musiałem dotoczyć się do boksów gdzie wymieniono mi ogumienie. Bardzo szkoda tej sytuacji, gdyż utrzymywałem dość szybkie tempo i była szansa na udany weekend. Tak się jednak nie stało. Na Hungaroringu już ścigałem się w przeszłości. Jeździłem tam innym samochodem niż moje obecne Porsche, a jak wiadomo tor za kierownicą każdego samochodu wygląda zupełnie inaczej. Miejmy nadzieję, że uniknę pecha, bo ostatnio prześladuje mnie on zbyt często.