Gdyby nie kapeć złapany na ostatnim oesie dzisiejszego dnia Kajetan Kajetanowicz byłby zapewne triumfatorem pierwszego etapu 37. Rajdu Elmot-Krause. Kilkusekundowa strata spowodowała jednak, że zwycięzca Elmotu z 2007 roku został sklasyfikowany na drugim miejscu. Pierwsze padło łupem Tomasza Kuchara. Na miejscu trzecim znalazł się Tomasz Czopik, a czwarte należy do Michała Sołowowa.
Dzisiejszy dzień niewątpliwie obfitował w emocje i serię kapci. Już na drugim odcinku specjalnym poza drogą znalaześli się Maciej Rzeźnik i Daniel Siatkowski. Później przygody dotknęły między innymi Michała Bębenka, Janusza Szafrańca, Szymona Rutę i Leszka Kuzaja. Wszyscy pojadą jutro korzystając z systemu SupeRally. Lista startowa drugiego etapu dla Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski zamyka się na pozycji 39. Ta dla Rajdowego Pucharu Polski jest znacznie dłuższa i widnieją na niej 74 załogi.
Tomasz Kuchar: Dalej jadę słabo, ale cieszę się z pierwszej pozycji. Samochód pozwala na wiele, ale ja muszę się jeszcze sporo nauczyć. Od tego roku obowiązuje nowy system punktowania, a dzisiejszy dzień pozwolił nam zyskać sporo punktów co pozwala patrzeć optymistycznie na jutro.
Kajetan Kajetanowicz: Zupełnie nie spodziewałem się, że będę tak wysoko po pierwszym dniu. Na ostatnim odcinku etapu złapaliśmy kapcia i samochód praktycznie nie skręcał, ale na szczęście miało to miejsce na samym końcu odcinka dzięki czemu straciliśmy tylko kilka sekund. Zdobyliśmy sporo punktów i czekamy na jutro.
Tomasz Czopik: Na razie jest fajnie bo jest sucho, ale jak lunie to będą niespodzianki. Jadę na dużym luzie, ze sporym zapasem, zatem ciesze się z wyniku. Na drugim przejeździe Michałkowej najechaliśmy na wypadek Leszka i trochę nas to zwolniło, potem na kolejnym odcinku ja popełniłem mały błąd i trochę nam uciekło ze sporej przewagi, dlatego jutro musimy przycisnąć.
Maciej Oleksowicz: Jazda sprawia nam dużą frajdę i kibicom też sprawiła, ponieważ raz poszliśmy głęboko po rowie, więc było gorąco. Nowy samochód zachowuje się zupełni inaczej niż Subaru i pozwala na zdecydowanie więcej. Jutro postaramy się trochę przyśpieszyć i zbadać granice na jakie pozwala auto.
Bryan Bouffier: Starałem się jechać równo i nie popełniać błędów co pozwoliło podskoczyć o kilka pozycji na koniec dnia. Niestety kapeć złapany na pierwszej pętli praktycznie uniemożliwia nam walkę o podium w rajdzie.
Robert Hundla: Bardzo dziwna historia, bo po skoku na jednej z hop po prostu pękła nam felga. Wbił się w nią sworzeń wahacza, a potem zaczęło nas obracać i wsunęliśmy się do rowu. Kibice długo nas wyciągali, za co bardzo im dziękujemy. Potem wymieniliśmy koło na odcinku i po kilku kilometrach stwierdziliśmy że strata jest już za duża i że lepiej będzie skorzystać z SupeRally, zatem zatrzymaliśmy się przed metą w Rościszowie. Samochód jest praktycznie nietknięty, zatem jutro zaczynamy od nowa, bo jest się o co ścigać.

