Po wspaniałym występie w Wielkiej Brytanii, Patryk Szczerbiński błyszczał także w Niemczech, zajmując szóste miejsce w wyścigu na torze Hockenheimring. Wielkiego pecha miał natomiast drugi kierowca VERVA Racing Team. Kuba Giermaziak na pierwszym okrążeniu atakował kierowców ścisłej czołówki, ale został wysadzony z toru przez rywala… jadącego tyłem.

Kluczowy moment wyścigu dla Kuby nastąpił już na samym początku. Po starcie, za pierwszym zakrętem, powstało zamieszanie. Wiele samochodów zaczęło się obracać, w tym Porsche Seana Edwardsa i Norberta Siedlera – zawodników, którzy ostatecznie nie ukończyli wyścigu na Hockenheimring. Kierowca zespołu powołanego przez PKN Orlen wykorzystał tę sytuację i hamując do następnego wirażu był już w obrębie podium. Niestety także on padł ofiarą pecha. W Polaka wjechał jadący tyłem Christian Engelhart, Uderzenie było bardzo mocne i auto z numerem 10 nie nadawało się niestety do dalszej jazdy.

W całym zamieszaniu fortuna bardziej sprzyjała debiutantowi w barwach VERVA Racing Team. Patryk Szczerbiński po starcie z 13. pola pierwsze okrążenie po imponującej jeździe zakończył na siódmej pozycji. Po kilku pojedynkach i zmianach miejsc, na mecie Patryk zameldował się jako szósty. Po raz kolejny udowodnił, że pomimo młodego wieku i bardzo małego doświadczenia w prestiżowej serii Porsche Supercup już teraz znajduje się bardzo blisko czołówki. Następna runda Porsche Supercup odbędzie się już w najbliższy weekend na torze Hungaroring. Na Węgrzech odbędą się aż dwa wyścigi, aby zrekompensować kierowcom stratę Grand Prix Hiszpanii.

Patryk Szczerbiński: Tuż po starcie na torze zapanował wielki chaos. Wszystkich naokoło obracało, więc musiałem pojechać ostrożnie. Nie chciałem, żeby ktoś we mnie uderzył, a naprawdę dużo tych samochodów kręciło się wokół mnie. Na szczęście z drugiego zakrętu wyjechałem bez problemu. Widziałem jednak, że Engelharta obróciło i niestety uderzył tyłem w Kubę. To dla zespołu zła sytuacja, bo straciliśmy trochę punktów, ale sam na tym trochę skorzystałem.

– Jechało się bardzo ciężko. Musiałem być ostrożny i panować nad samochodem. Kosztowało mnie to trochę walki, jednak dowiozłem szóste miejsce i jestem z niego bardzo zadowolony. Niestety do mety dojechali przede mną Thiim i Ammermueller, czyli moi bezpośredni rywale w rankingu debiutantów. Startowałem jednak z 13. pola i wiedziałem, że muszę pojechać jak najlepiej, aby odrobić jak najwięcej punktów. To mi się udało, bo awans na szóste miejsce na mecie to dobry wynik.

Kuba Giermaziak: Start był poprawny. Straciłem jednak jedną pozycję. W pierwszym zakręcie pojechałem szeroko, a zaraz przede mną jechali Siedler, Edwards i zdaje się Engelhart. Walczyli ze sobą. Siedlerowi leciała woda z chłodnicy. Starałem się ich omijać i miałem mały kontakt z Bachlerem, ale tutaj wszystko skończyło się szczęśliwie. W drugim zakręcie byłem już w okolicach pierwszej trójki.

– Na pewno byłem przed Estre, który skończył na podium. Niestety w zakręcie zostałem zebrany przez Engelharta, który obrócił się i cofając na torze wjechał we mnie. Moje Porsche nie nadawało się do dalszej jazdy, co oznaczało dla mnie koniec wyścigu. Za tydzień odbędą się dwa wyścigi na Hungaroring. Liczę, że karta się odwróci i pokażemy, na co nas stać.