Miniony weekend nie będzie zaliczony do najlepszych występów w tym sezonie przez Michała Sowę. Podczas 9 jak i 10 rundy Lubelski zawodnik nie punktował ani razu. Zawody zostały rozegrane w Siennej na Dolnym Śląsku. Trasa o długości 2770 metrów, okazała się w tym roku pechowa dla Michała. Sobota to zakończenie jazdy już podczas pierwszego treningu, podczas którego Michał znalazł się na barierze betonowej urywając koło. W niedzielę, ze względu na awarię po szybkiej naprawie auta, Michał nie wystartował do pierwszego podjazdu, tym samym kończąc występ w GSMP Sienna.

Michał Sowa: Chciałbym przeprosić rodzinę, sponsorów i kibiców oraz moich przyjaciół za chwile strachu i brak konsekwencji i odpowiedzialności za to co mówię. Po Sopocie stwierdziliśmy w zespole, że jest szybko i nowe opony są niezbędne na kolejne zawody. Jakoś to zlekceważyłem i w Siennej pojawiłem się na twardych, plastikowych oponach. Opóźniłem na nich hamowanie i tak to się skończyło, że już podczas pierwszego treningu miałem po zawodach. Na szczęście serwis B.W. Garage oraz ekipa Stec Motorsport spisali się na medal i w 4 godziny naprawili auto. Chciałbym im za to bardzo podziękować. To dzięki nim w niedzielę mogłem stanąć już do walki.

– Nie pojeździłem zbytnio podczas tego weekendu, zaliczając tylko jeden mierzony przejazd. Po naprawie auto otrzymało nową geometrię i co dziwne prowadziło się lepiej niż przed wypadkiem. Nadal Sienna to moja najlepsza trasa w sezonie, ale już w przyszłym roku nie popełnię tego błędu. Przygotowujemy się teraz na Banovce i jedziemy walczyć o kolejne punkty. Dziękuję moim partnerom, dzięki którym moje starty w tym sezonie są możliwe: firmom MOTO-GAMA, AlmaColor oraz mojej rodzinnej miejscowości Kraśnik, a także ekipie B.W. Garage i ekipie RDS Serwis. Do zobaczenia za 2 tygodnie na Słowacji.

fot. Arkadiusz Bar