W niedzielę motocykliści i quadowcy rozpoczęli drugi na tegorocznym Dakarze etap maratoński, po raz pierwszy w historii rajdu wjeżdżając do Boliwii. Na mecie w Uyuni Rafał Sonik zameldował się z 4. czasem i w klasyfikacji generalnej przesunął się na 3. pozycję. – Mam wolniejszego quada od konkurentów i nic na to nie poradzę – mówił na mecie krakowianin.

Odcinek specjalny został skrócony o 103 km, ponieważ ze względu na nisko zawieszone chmury nie mogły wystartować helikoptery bezpieczeństwa. Trasa tylko w pierwszej części prowadziła wąskimi, krętymi dróżkami pośród gór, na których Sonik czuł się jak ryba w wodzie i jechał na drugim miejscu z małą stratą do Ignacio Casale. Niestety w drugiej partii więcej było długich, prostych szutrowych dróg, na których Chilijczyk odjechał Polakowi.

– Mam ewidentnie wolniejszego quada, a to dlatego, że rywale jadą na zmodyfikowanych silnikach. Ja bałem się to robić, bo przypadek Marcosa Patronellego pokazuje, jak może się to skończyć. Wszędzie tam, gdzie odcinki wymagają technicznej jazdy, radzę sobie zdecydowanie lepiej i nawet wygrywam, a tam gdzie jest dużo prostych i można rozwijać maksymalne prędkości, to jest niestety źle – zauważył kapitan Poland National Team.

Podczas etapu maratońskiego zawodnicy nie mogą korzystać z pomocy technicznej swoich mechaników. Na biwaku w Boliwii nie pojawiły się żadne osoby z zespołów poszczególnych kierowców. Z naprawami trzeba sobie radzić samodzielnie. Na całe szczęście quad „SuperSonika” jest w dobrym stanie. – Będę musiał tylko naprawić przedni hamulec, który zablokował się, kiedy 15 km przed metą przejeżdżałem przez rzekę. Prawdopodobnie nalała się do niego woda i błoto. To również z pewnością miało wpływ na mój wynik, bo ostatni fragment trasy awaria dawała się we znaki.

– Poza hamulcem quad jest w pełni sprawny, tylko okropnie ubłocony. Ja natomiast straszliwie dziś zmarzłem na dojazdówce. Temperatura spadła tu chyba do maksymalnie 5 stopni Celsjusza. Wysokość daje o sobie znać, bo chwile ciepła na dzisiejszym odcinku mogę policzyć na palcach jednej ręki – mówił quadowiec.

W poniedziałek zawodnicy wjadą do Chile, ale Rafał Sonik nie obawia się, że w swoim kraju Ignacio Casale powiększy przewagę i odjedzie rywalom. – Na pewno będzie próbować, ale zwycięstwo będzie się rozstrzygało pomału. Cała czołówka jeździ na równym, wysokim poziomie. Wynik będzie więc zdeterminowany błędami w nawigacji oraz usterkami technicznymi – zakończył krakowianin, tuż przed przystąpieniem do niezbędnych napraw.