Minęło już kilka tygodni od zakończenia Rajdu Dakaru. Właśnie wybieramy się do Francji po odbiór busa serwisowego i quada, który przypływa statkiem z Chile. Po krótkim odpoczynku po przylocie z imprezy, nadszedł czas na przemyślenia i refleksje – mówi Łukasz Łaskawiec.

Czy można było uniknąć niektórych błędów, które przytrafiły się nam na trasie? Czy można było lepiej przygotować sprzęt lub wybrać nieco bardziej zachowawczą taktykę jazdy? Odpowiedź na te wszystkie pytania jest jedna. Z pewnością tak! Zawsze można zrobić coś jeszcze lepiej. Bardziej dopracować przygotowania i sprzęt. Niestety decyzja o moim starcie zapadła dość późno i nie było za bardzo czasu, aby popracować nad wszystkimi szczegółami.

Sporty motorowe to nie tylko umiejętności czy doświadczenie, ale także spore środki finansowe, które są niezbędne do osiągnięcia sukcesu. Podobnie z taktyką na rajdzie. Moim celem i marzeniem było dojechać na pierwszym lub drugim miejscu w klasyfikacji quadów. Byłem już trzeci w 2011 roku, więc jasne jest, że fajnie byłoby zająć wyższą pozycję na podium.

W takim przypadku nie ma mowy o wożeniu się do mety. Trzeba jechać przez dwa tygodnie takim tempem, jak czołówka zawodników. Nie było źle, udało mi się nawet wygrać dwa etapy, ale szczęście to także czynnik, który jest niezbędny do wygrywania. W tym roku trochę go nam zabrakło. Mam nadzieję, że w kolejnym Dakarze ominiemy pecha szerokim łukiem. Bardzo dziękuję, że wspieraliście mnie przez cały rajd. Wasze wpisy na moim facebookowym profilu każdego dnia dodawały mi sił do dalszej jazdy.

fot. lukaszlaskawiec.com