Motocyklista ORLEN Team, Kuba Przygoński, był najszybszy na – liczącym 250 kilometrów – odcinku specjalnym, stanowiącym pętlę z Zagory do Zagory. Rewelacyjny czas uzyskał kapitan zespołu, Jacek Czachor, notując 12. miejsce. W stawce samochodowej Szymon Ruta przyjechał na 10. pozycji.

Etapowe zwycięstwo zapewniło młodemu zawodnikowi ORLEN Team awans w klasyfikacji generalnej rajdu na 9. miejsce. Na prowadzenie powrócił Cyril Despres, który dziś był w wynikach bezpośrednio za Kubą, ze stratą 2’27. Helder Rodrigues, który prowadził w rajdzie do dzisiejszego etapu z 11 minutową przewagą, nie dotarł na pierwszy punkt pomiaru czasu. Przyczyną była awaria motocykla.

Dwa razy przeleciałem przez kierownicę koziołkując w grząskim piachu. Trasa była tak miałka, że cały czas zapadało się przednie koło mojego motocykla. Na szczęście wypadki miały miejsce przy znikomych prędkościach. Wygrałem dzięki bezbłędnej nawigacji. W końcu osiągnąłem właściwy poziom koncentracji i nie popełniłem błędów. Jeszcze dwa dni ścigania i nie spodziewam się, że będzie łatwiej – powiedział Kuba Przygoński.

To był piekielnie trudny etap, z bardzo skomplikowaną nawigacją. Skoncentrowałem się głównie na tym aspekcie, co przełożyło się na dobry czas. Nie oznacza to, że nie popełniłem małych błędów, ale momentalnie je korygowałem. Pod koniec etapu zakopałem motocykl głęboko w piachu, kosztowało mnie wiele siły, żeby go odgrzebać. Juro łatwiej nie będzie, jedziemy tą samą trasą, ale w druga stronę – komentował Jacek Czachor.

Rywalizację samochodową wygrał Krzysztof Hołowczyc, który dzięki dobremu wynikowi zniwelował swoją stratę do lidera generalki – Eric’ka Vigouroux do 5’44. Trzeci w wynikach na dwa etapy przed końcem rajdu jest Guilherme Spinelli, którego dzieli od lidera ponad 27 minut. Startujący dziś z siódmej pozycji Szymon Ruta na pierwszym punkcie kontrolnym był 10., na kolejnym 11. i etap ukończył jako 10. Na metę dojechał zadowolony z tempa i techniki, jakie prezentował na trudnych piaszczystych partiach.

Odcinek specjalny był ekstremalnie trudny. Pierwsza część bardzo fajna, twarda, więc jechaliśmy swoim tempem i korzystaliśmy z naszych rajdowych umiejętności. Później rozpoczęły się wydmy. Pierwszą partię przejechaliśmy bezbłędnie i nie zatrzymaliśmy się ani razu. Później wjechaliśmy w wybijające partie, tam bardzo uważaliśmy, by uniknąć podobnej przygody, co dwa etapy temu. Końcówka była najbardziej wymagająca. Jechaliśmy po tak miałkim piachu, że każde zwolnienie było praktycznie równoznaczne z zakopaniem. Ugrzęźliśmy w ten sposób kilkakrotnie w wydmach. Musieliśmy wychodzić i odkopywać auto wspomagając się dodatkowo z hydraulicznych podnośników – powiedział Szymon Ruta.