Motocyklista ORLEN Team, Kuba Przygoński zajął piątą pozycję na pierwszej części etapu maratońskiego z argentyńskiej Salty do Uyuni w Boliwii. Polak zachował siódmą lokatę w klasyfikacji generalnej rajdu. W stawce samochodowej Marek Dąbrowski oraz Jacek Czachor obronili siódmą pozycję w klasyfikacji generalnej po pętli rozegranej wokół Salty. W klasyfikacji odcinka zespół miał 21. czas. Druga z załóg zespołu Adam Małysz i Rafał Marton na etapie była na 25. miejscu.

Start siódmego odcinka specjalnego dla samochodów został opóźniony. Śmigłowiec zabezpieczający trasę nad Saltą nie mógł się wznieść ponieważ chmury były zbyt nisko. Kiedy w końcu, o 10 rano lokalnego czasu, kierowcy wyjechali na trasę zaczęli podjazd na wysokość ponad 4000 metrów. Wysokość mocno dała się we znaki nie tylko załogom, ale również sprzętowi.

– Na 4000 metrów powietrze jest bardzo rozrzedzone. Nasz benzynowy silnik, który ma dodatkowo zainstalowaną zwężkę potrzebuje tlenu by mógł wytworzyć wystarczającą moc. To właśnie koni mechanicznych dzisiaj trochę brakowało. Ale problemy miały też inne załogi posługujące się benzynowymi jednostkami napędowymi. Jeszcze jutro etap o podobnej charakterystyce, trzeba go po prostu przejechać jak najlepszym tempem – komentował Marek Dąbrowski.

– Etap nie był ciężki nawigacyjnie, ale był za to niezwykle niebezpieczny. Trasa była bardzo dziurawa, niektóre z tych dziur były oznaczone inne nie. Musieliśmy jechać wyjątkowo skoncentrowani. Najniżej odcinek biegł na 3,5 a najwyżej na ponad 4 tysiącach metrów. Mój organizm nie znosił dobrze braku tlenu i bolała mnie głowa przez cały czas. Jutro będziemy startować w grupie co 30 sekund, nie jest to dogodne miejsce, ale etap jest ponownie górzysty więc nie będzie raczej wielu miejsc do wyprzedzania – dodał Jacek Czachor.

Szczęścia nie mieli Adam Małysz i Rafał Marton, którzy na trasie mieli problemy techniczne. Pomimo nich zespół zajął solidne 25. miejsce.

– Zepsuły nam się wycieraczki, a po deszczach, które tu padały na trasie zalegało bardzo dużo wody. Musieliśmy trzy razy się zatrzymywać i przecierać szybę. Trochę straciliśmy na tej operacji. Bardzo chcieliśmy trzymać tempo, przystąpiliśmy z bojowym nastawieniem, czas nie jest jednak taki, jaki byśmy chcieli. Nie poddajemy się i jutro walczymy ponownie – komentował Rafał Marton.

Kolejne, już 27. w karierze zwycięstwo wywalczył dziś Carlos Sainz. Jadący buggy, dwukrotny Mistrz Świata WRC na 533 kilometrowej trasie wypracował 4’24 przewagi nad Mini Nassera al-Attiyah i 7’04 Stephane Peterhansela. Toyoty Hilux Marka Dąbrowskiego i Adama Małysza na mecie pojawiły się kolejno 40’04 i 42’29 po zwycięzcy.

Start siódmego odcinka specjalnego dla motocyklistów, który w swym najwyższym punkcie wznosił się na wysokość 4200m n.p.m., został skrócony ze względów bezpieczeństwa. Motocykliści rozpoczęli ściganie na pierwotnie planowanym 3CP (punkt kontroli czasu). Start odbył się z miejscowości La Quiaca, tuż przed granicą Argentyny z Boliwią.

Motocykliści w tym roku mają wyjątkowo ciężko, to już drugi maraton jaki rozgrywają w tegorocznej edycji rajdu. Dzisiaj pierwszą z dwóch części etapu, podczas którego nie będzie można korzystać z pomocy mechaników wygrał Hiszpan Joan Barreda Bort, który wypracował 4’03 przewagi nad swoim rodakiem Marc’kiem Comą i 5’35 nad Francuzem Cyrilem Despres. Kuba Przygoński na mecie zameldował się 8’56 po Hiszpanie.