Marcin Przybyszewski — zawodnik mający w swoim sportowym CV starty i sukcesy w wyścigach płaskich, górskich oraz rallycrossie — na rozpoczęcie sezonu 2011 zaliczył swój pierwszy występ w rajdzie samochodowym. Za miejsce debiutu popularny Mop wybrał Rajd Mazowiecki, który w tym roku został przeniesiony w rejony Kozienic. Pierwszy udział tego zawodnika na rajdowych oesach wypadł jak najbardziej pozytywnie i Przybyszewski, startując samochodem stricte wyścigowym, jakim jest pucharowa Kia cee’d, uplasował się na piątym miejscu w klasie N3.
Marcinie, kiedy zrodził się pomysł startu w rajdach samochodowych?
Marcin Przybyszewski: Pomysł ten rodził się jakiś czas. Próbowałem już swoich sił w wielu odmianach motorsportu i postanowiłem wystartować również w rajdach. Po zaniechaniu organizacji Kia cee’d Lotos Cup, moja Kia cee’d nie jest w wyścigach zbyt konkurencyjnym samochodem. Nie ma już klasy cee’da w wyścigach górskich, więc rajdy wydawały się dla mnie jedyną alternatywą, aby wykorzystać to auto.
Jak duże zmiany musiałeś wprowadzić w tym samochodzie, aby przystosować go do startu w rajdach?
- Modyfikacje wprowadziłem przede wszystkim do zamontowania płyty pod silnikiem i systemu gaśniczego. Z przodu zostawiłem zawieszenie wyścigowe, z tyłu zamontowałem całkowicie seryjne, które okazało się jednak zbyt „chybotliwe”. Samochód spisał się co prawda dobrze, ale z racji homologacji nie jest zbyt konkurencyjny. Brak szpery, niedobór mocy i duża waga wykluczają równą walkę w klasie z rywalami. Poza tym przed następnym rajdem czeka mnie wymiana zawieszenia. Jest to jednak auto dobre do nauki i przyjemne w prowadzeniu na rajdowych oeasach.
Kiedy będzie miał miejsce kolejny start?
- Niestety dopiero w sierpniu w Rajdzie Rzeszowskim. Potem może pojawię się w Rajdzie Dolnośląskim lub Rajdzie Wisły.
Czy umiejętności wyścigowe przydają się w rywalizacji rajdowej?
- Na pewno na szybkich partiach tak. Kierowca wyścigowy na takich odcinkach — przede wszystkim na równych, asfaltowych nawierzchniach — jedzie torem jazdy rodem z wyścigów płaskich. Na takich partiach nadrabiałem w Rajdzie Mazowieckim do zawodników jadących innymi autami. Moje problemy rozpoczęły się wtedy, gdy pojawiły się cięcia zakrętów, a swój jedyny większy błąd popełniłem oczywiście na łączniku szutrowym.
Jak Tomasz Staruch — prywatnie twój przyjaciel — poradził sobie w roli twojego pilota?
- Doskonale. Od czasu KJS-ów był to nasz pierwszy wspólny start i moim zdaniem wyszedł super, jak na debiut. Bycie pilotem nie jest łatwe, sam o tym dobrze wiem. Tempo dobraliśmy już po pierwszym oesie. Czułem w Tomku naprawdę duże wsparcie.
Jak oceniasz tegoroczny Rajd Mazowiecki pod kątem organizacyjnym?
- Bardzo dobrze. Odcinki po przeniesieniu do Kozienic były ciekawsze i była to dobra decyzja. Organizacją jestem naprawdę pozytywnie zaskoczony, a same Kozienice są ładnym miastem.
Jak na dzień dzisiejszy wyglądają twoje szanse na powrót do wyścigów?
- Zdecydowanie je odpuszczam w tym roku. Mam cee’da, ale nie jest to samochód do walki w Dywizji 4 czy Endurance. Ewentualnie może pomyślę o starcie nim w GSMP w ramach treningu rajdowego.
Nie myślałeś o przebudowie cee’da na szybszy samochód wyścigowy?
- Wolałbym to raczej uczynić z moją seryjną Integrą, która jest teraz szybsza od cee’da o 5 sekund na okrążeniu. Przebudowa samochodu Kia tak aby był konkurencyjny w wyścigach byłby dużą inwestycją. Jeśli chodzi o rajdy, jak wspomniałem wcześniej, Kia jest wystarczająca do nauki.
Czyli wszystko wskazuje na to, że nie była to twoja jednorazowa przygoda z rajdami?
Chcę nadal sprawdzać swoje możliwości. Jest to dla mnie jako kierowcy nauka czegoś nowego i ciągły rozwój. Nie podjąłem jeszcze decyzji, ale pewnie nie przygoda z rajdami nie zakończy się na tym jednym występie. Podobnie było w rallycrossie, gdzie bardzo mi się spodobało i zostałem tam na dłużej. Korzystając z okazji chciałbym podziękować za ten start moim sponsorom – auto-kam.pl i ferodoracing.pl.


