Dzień wolny w San Miguel de Tacuman jest formalnym półmetkiem rajdu Dakar 2013, choć w tym roku nie wypadł w połowie rywalizacji. W poprzednich edycjach imprezy organizatorzy planowali przerwę dokładnie w połowie rajdu. Dla załóg dwóch ciężarówek Poland National Team, czyli R-Six Team (Szustkowski/Kazberuk/Białowąs) i SpeedFactory (Baran/Boba/Jachacy) to pora na podsumowanie dotychczasowej jazdy.

Deszcze i woda spływająca z gór, zniszczyły trasę wczorajszego etapu tak bardzo, że organizatorzy skrócili odcinek specjalny o pierwsze 288 km, a właśnie na „wyciętym” fragmencie przebiegać miała rywalizacja ciężarówek. To nie do końca jest dzień wolny. Nadal obowiązują nas przepisy i ograniczenia jakie nakładane są na załogi poruszające się po dojazdówkach. Jedziemy po prosu etap rajdu, ale bez odcinka specjalnego – powiedział Jarosław Kazberuk, pilot i kierowca z R-Six Team.

Musimy zdążyć z dojazdem w wyznaczonym czasie i przestrzegać limitów prędkości, a to nie daje nam pełnego relaksu. Każde opóźnienie to kara dla zespołu. Oczywiście jest łatwiej niż na OS-ie, ale nas ciągnie do rywalizacji więc tylko Wojtek Białowąs cieszy się najbardziej, bo razem z serwisem będzie miał więcej czasu na doglądanie ciężarówki – mówił Kazberuk.

Trochę dosadniej Jarek tłumaczy warunki pogodowe. – To prawie kataklizm. Woda schodzi z gór w wąwozach tworząc rwące rzeki, osypują się zbocza i w niektórych miejscach płyną lawiny błota. Część odcinka miała być poprowadzona właśnie jednym z takich wąwozów. Nie było szans na ściganie się w takich warunkach. Druga część OS’u miała być lepsza, ale też przerwano rywalizację po kolejnych opadach – tłumaczy Kazberuk. – Tu woda zmienia wszystko. Po drodze widzieliśmy domy ludzi, którzy mieszkają w takich wąwozach. Nie wiem jak oni radzą sobie w takich warunkach.

Dzień wolny dla zawodników to czas na podsumowania i planowanie dalszej rywalizacji. To również dzień na krótki odpoczynek i zebranie sił. – Dzień wolny dla mechanika nie istnieje – mówi jednak Wojciech Białowąs, mechanik jadący żółtym Unimogiem R-Six Team.

Mamy wiele elementów do sprawdzenia, masę części do wymiany i przygotowujemy samochód do rywalizacji w kolejnych etapach. Praktycznie rozmontowujemy całą ciężarówkę, czyścimy i kontrolujemy te elementy, których się nie wymienia. Dużo wymieniamy tylko dla tego, że mamy czas i warto przygotować się jak najlepiej na drugą część rajdu – dodaje Wojtek Białowąs.

Wymienimy wał napędowy, bo znosi codziennie duże obciążenia oraz klocki hamulcowe, które nie zużywają się bardzo, ale grzeją się ostro na odcinkach. Większą naprawą będzie uszczelnienie kolektora wydechowego, który po ostatnich odcinkach zaczął przepuszczać spaliny i teraz bardzo gwiżdżemy podczas jazdy – dodał mechanik R-Six Team.

To jednak nie wszystkie usterki, z którymi podczas rajdu musieli zmierzyć się zawodnicy R-Six Team. – Po pierwszej części VI etapu pył zatkał nam filtr powietrza i na dojazdówce musieliśmy zrobić krótką przerwę na czyszczenie. Najgorzej jest jednak z paliwem, które tankujemy na lokalnych stacjach. Nie dość, że nie zawsze możemy uzupełnić paliwo tam, gdzie przewidział organizator, to paliwo jest tak zanieczyszczone, że już raz wymienialiśmy pompę wtryskową – tłumaczy Robin Szustkowski.

Siódmy etap dał się też we znaki nadwoziu. Wyprzedzające nas lub wyprzedzane samochody wznosiły za sobą chmury kamieni. My straciliśmy oba reflektory i mamy minimalnie uszkodzoną szybę – dodaje młody kierowca i pilot Unimoga. – Reflektory idą do wymiany, szybę naprawimy, ale wgnieceń po kamieniach nie będziemy naprawiali i lakierowali – śmieje się Szustek Junior.

Po ośmiu dniach rajdu Dakar 2013, załoga R-Six Team zajmuje w klasyfikacji generalnej 27. miejsce, a w klasie samochodów produkcyjnych T4.1 utrzymuje drugą lokatę. – Jechaliśmy tu zakładając, że będziemy walczyli w pierwszej dziesiątce T4.1, bo mamy konkurentów z mocniejszymi silnikami. Tymczasem okazuje się, że mamy szanse na pierwsze miejsce – tłumaczy Jarosław Kazberuk, strateg R-Six Team. – Unimog nie ma tak dużej mocy i osiąga niższe prędkości, ale za to kocha trudne fragmenty i jazdę po wydmach. Śmiga wtedy jak baletnica. Jesteśmy mocni w nawigacyjnej części rywalizacji, a to są przewagi, które wykorzystujemy w walce. Dlatego 2.7 miejsce w generalce i 2. w klasie cieszy tym bardziej – dodaje Kazberuk.

Zespół, w którym role kierowców i pilotów pełnią wspólnie Robert Jan Szustkowski Jr. i Jarosław Kazberuk, a wspiera ich mechanik Wojciech Białowąs, wyruszył na trasę 35. Rajdu Dakar na pokładzie Mercedesa Unimog U400 Rally 4×4. Jest to konstrukcja fabryczna dostosowana do wymagań rajdowych, ale modyfikowana tylko w niewielkim stopniu – klasa T4.1. Dysponuje pod maską 420 KM mocy i prędkością maksymalną dochodzącą do 130 km/h. Na trasie rajdu zmaga się nie tylko z pustynią, ale również z mocniejszymi konkurentami.

W naszej klasie rywalizujemy Teunem Stamem, który prowadzi 510-konnego Mercedesa Axora oraz z Klausem Bauerle jadącym Manem TGS 18/480 stajni X-Raid T Team – tłumaczy Kazberuk. – W generalce prowadzą największe, budowane na potrzeby rajdów ciężarówki z klasy T4.2 – prawdziwe „potwory”. Dla przykładu Iveco Holendra Gerarda De Rooy’a to –bagatela! – 840 KM, 3600 Nm, blisko 13 litrów pojemności oraz specjalnie projektowana skrzynia biegów i zawieszenie. Kamazy mają 850 KM i również trudno byłoby dopasować ich części do zwykłego Kamaza z fabryki.

fot. pnt.pzm.pl