WRC w argentyńskim wydaniu. Tak wtorkowy, 10. etap Dakaru określali niemal wszyscy zawodnicy, którzy wpadali na metę trasy prowadzącej z Cordoby do La Rioja. Twarde, kręte drogi przez góry okazały się idealnym środowiskiem do jazdy dla polskich quadowców. Rafał Sonik zanotował trzeci czas, a po raz drugi z rzędu najszybszy okazał się Łukasz Łaskawiec.

Po drodze śmiałem się w duchu, że powtarza się Sardynia. Rywalizacja moja i Łukasza. Bardzo podobne krajobrazy. Tyle, że w Argentynie jest o 10, może nawet 15 stopni wyższa temperatura niż na włoskiej wyspie – mówił krakowianin wspominając jedną z rund ubiegłorocznego Pucharu Świata.

Mimo świetnego wyniku, SuperSonik nie uniknął problemów technicznych. Ze względu na problem z tylnymi kołami nie mógł rozwijać maksymalnych prędkości. – To było dla mnie zabójcze – przyznaje Rafał Sonik. – Cały czas miałem tylko nadzieję, że będą zakręty. Kiedy widziałem prostą od razu traciłem dobry humor. Przy prędkości 102 km/h wyrywało mi kierownicę z rąk i bałem się, że popęka cała rama. Przed tankowaniem i metą były długie proste, gdzie można było jechać maksymalnym tempem. Ja niestety nie mogłem i straciłem na tym kilka, jak nie kilkanaście minut.

Mimo tych problemów, SuperSonik na tyle szybko jechał na krętej części oesu, że na mecie osiągnął trzeci rezultat. Po raz kolejny świetnie pojechał Łukasz Łaskawiec, który uzyskał najlepszy czas i w klasyfikacji generalnej awansował na czwarte miejsce tuż za trzeciego Rafała Sonika, do którego ma nie całą godzinę straty. – Nie zrobiłem żadnego istotnego błędu. Jechałem dziś wolniej, ale z założeniem żeby utrzymać rytm i nie przegrzewać quada. Momentami więc odpuszczałem, kiedy temperatura silnika była zbyt wysoka. Nie mam powodów do niezadowolenia. Fajnie byłoby wygrać odcinek, ale najważniejsza jest meta – podsumował wtorkową rywalizację kapitan Poland National Team.

Jutro wjeżdżamy do piekła. To będzie prawdziwa „road to hell”. We Fiambali za każdym razem miałem problemy i traciłem trochę cennych minut, dlatego mam nadzieję, że ty razem uda mi się przejechać ten etap bez komplikacji. Co roku jest to potwornie wymagający odcinek, na którym podstawą jest chłodzenie – siebie i quada. Zabieram tyle wody ile tylko się da, dwa wiatraki na chłodnicę i mokry ręcznik na głowę. Dość powiedzieć, że w La Roja mamy 56 stopni w słońcu – mówił Rafał Sonik przed 11. etapem prowadzącym przez wydmy do stóp Andów. Kierowcy quadów i motocykli do pokonania będą mieli 262 km dojazdówki i 221 km odcinka specjalnego (w sumie 483 km). Samochody i ciężarówki pojadą o dwa kilometry krótszą trasą.

Łukasz Łaskawiec prezentował dziś równą i szybką jazdę od początku etapu, na większości waypointów meldując się jako najszybszy quadowiec. Przez pierwszą część odcinka Łaskawiec toczył emocjonujący pojedynek z Sebastianem Husseinim (ARE). Udało mu się utrzymać prowadzenie mimo dość groźnej awarii – w trakcie jazdy zaczął przeciekać zbiornik z paliwem.

Jechało mi się bardzo dobrze, lubię odcinki o takiej charakterystyce. Dzisiejszy etap ponownie był bardzo szybki i kamienisty, bardziej przypominał tradycyjne rajdy drogowe niż off-road. Mimo kłopotów z przeciekającym zbiornikiem paliwa udało mi się do końca kontrolować sytuację i po raz kolejny wygrać. W trakcie jazdy okazało się, że mam pęknięty zbiornik paliwa, które zaczęło wyciekać i przez to nie mogłem za bardzo skupić się na jeździe. Obserwowałem, czy quad się nie zapali. Niestety, widok płonącego quada nie jest zbyt przyjemny, miałem już raz okazję widzieć coś takiego, nie chciałabym przeżywać tego po raz drugi. Bardzo cieszę się z ponownego zwycięstwa etapowego. Dam siebie wszystko na kolejnych odcinkach – mówi Lukasz Łaskawiec.

Podczas tegorocznej edycji Rajdu Dakar równie ważni jak mechanicy okazują się fizjoterapeuci. Ci pierwsi dbają o serwis sprzętu, drudzy – o to, żeby zawodnicy wstając rano, mogli normalnie funkcjonować i bez bólu przystępować do kolejnego etapu rywalizacji. O swojej pracy opowiada Bogusław Miklaszewski – dyplomowany masażysta, członek zespołu Łukasza Łaskawca.

Większość teamów na Dakarze ma swoich masażystów, co ma swoje uzasadnienie i nie jest tylko czyimś „widzimisię”, masowaniem wyłącznie w celu relaksacji. Masaż jest podstawą do tego, żeby codziennie Łukasz mógł wstać i bez bólu i przejechać kilkaset kilometrów czyli spędzić na quadzie nawet 8-9 godzin. Podczas tak długiego rajdu masażysta jest równie ważny jak mechanicy, którzy dbają o to, żeby quad normalnie funkcjonował. Ciało ludzkie również ulega zużyciu i po kilkunastu godzinach spędzonych na maszynie stawy wymagają regulacji, a mięśnie rozluźnienia. Bez masażu po dwóch dniach takiej jazdy zawodnik przestałby normalnie funkcjonować. W przypadku Łukasza Łaskawca, który jeździ na quadzie, szczególnej uwagi wymagają np. tricepsy i nadgarstki, które bardzo mocno pracują – tłumaczy Bogusław Miklaszewski.

Sponsorami zespołu Łaskawiec Rally Team są: Yamaha Motor Polska, CTC Dealer Iveco, Olek Motocykle, firmy Nika II, Meteor oraz Yamaha Motorrad i Motul Kraków.

Wyniki X etapu – quady:
1. Łukasz Łaskawiec (POL) Yamaha 05:19.12
2. Ignacio Nicolas Casale (CHL) Yamaha +01:35
3. Rafał Sonik (POL) Yamaha +03:23

Klasyfikacja generalna po X etapie – quady:
1. Marcos Patronelli (ARG) Yamaha 34:34.47
2. Ignacio Nicolas Casale (CHL) Yamaha +01:27.47
3. Rafał Sonik (POL) Yamaha +02:05.51
4. Łukasz Łaskawiec (POL) Yamaha +02:59.33

fot. lukaszlaskawiec.com