Mateusz Lisowski to jeden z najbardziej utalentowanych polskich kierowców sportów motorowych. Obecnie z dużym powodzeniem startuje za kierownicą Audi R8 LMS w pucharze Silver Cup (kierowcy do lat 25) serii wyścigów Blancplain Sprint Series.

Kiedy pan się zaczął ścigać?

Mateusz Lisowski: Oj, tak dawno, nie pamiętam, stary jestem (śmiech). Moją przygodę zacząłem w wieku sześciu lat, wtedy zrobiłem pierwszy krok w stronę motosportu. Pamiętam jak dziś, jak jako małe dziecko byłem bardzo zafascynowany startami Janusza Kuliga, byłem jego wielkim fanem.

Ciekawe, mnie również w 99 przewiózł swoją rajdówką, to było też moje pierwsze doświadczenie z szybkim samochodem i kierowcą sportowym za kierownicą.

Mateusz Lisowski: A teraz mógł pan pojeździć ze mną.

Ale kiedy sam zasiadł pan za kierownicą?

Mateusz Lisowski: Tata zabrał mnie na gokarty i wtedy zaczęła się moja wielka pasja do motosportu. Byłem zafascynowany i w wieku siedmiu lat zacząłem ścigać się na profesjonalnych torach. Oczywiście odnosiłem tam sukcesy, ale nigdy cartingu nie traktowałem jako dyscypliny, w której pójdę dalej w świat i zacznę jeździć w Europie. Starałem się jeździć w Polsce, a zawsze moim marzeniem była jazda samochodem.

Czyli początki inne niż Roberta Kubicy, który właśnie zaczął od podboju włoskich torów kartingowych?

Mateusz Lisowski: Tak, on zaczął od Włoch i wybrał trochę inną ścieżkę. Ja akurat nie miałem wtedy takich możliwości, żeby startować we Włoszech, więc startowałem w Polsce i realizowałem swój plan. Byłem zachwycony samochodami i zawsze marzyło mi się żeby startować w samochodowych dyscyplinach. Pamiętam bardzo dobrze jak na testy cartingowe jeździliśmy Renault Kangoo. To było w 2003 bądź 2004 roku. Zamiast jeździć cartem, brałem tego Kangura i jeździłem w Biłgoraju po torze na wyznaczonym terenie dla rowerzystów albo dla kierowców, którzy zaczynają swoją naukę. Dzięki temu, po części, nauczyłem się znaków drogowych.

Jako pierwszoklasista?

Mateusz Lisowski: To było w wieku siedmiu lat.

Za wcześnie na prawo jazdy.

Mateusz Lisowski: Oczywiście, pamiętam też, pierwszy raz ruszyłem Renault Trafic w wieku sześciu lat. Więc jeszcze większym samochodem. – To były początki mojej pasji do motosportu. (śmiech)

A pierwsze sportowe wspomnienia z samochodów?

Mateusz Lisowski: Kolejne etapy, wyższe kategorie w w Kartingowych Mistrzostwach Polski i w wieku piętnastu lat postanowiłem, że przerzucę się na moje wymarzone samochody. Już w pierwszym sezonie startów w Wyścigowych Samochodowych Mistrzostwach Polski zdobyłem tytuł Mistrza Polski, jako najmłodszy w historii w tak wysokiej kategorii, bo startowałem w kategorii 3500. Jeździłem Seatem Leonem Leon Supercopa o mocy 320 koni.

Duża moc do opanowania, jak dla szesnastolatka.

Mateusz Lisowski: Było to wielkie wyzwanie ale nie rzucałem rękawic i walczyłem dalej.

Czy już wtedy wiedział pan, że będzie traktował sport zawodowo?

Mateusz Lisowski: Na pewno tak, bo zawsze moim celem było wystartować w wysokich seriach wyścigowych. A tak naprawdę moim marzeniem zawsze było jeździć w rajdach. I to marzenie jest aktualne do dzisiaj i będę starał się to zrealizować.

Czyli start Seatem i pierwszy taki ważny sukces?

Mateusz Lisowski: To był pierwszy sukces, który pokazał mi, że mogę osiągnąć coś w tym sporcie. Że jak na takiego małolata, mam jakieś papiery na dalsze ściganie się. Więc od razu postanowiłem, że wyjadę z Polski i będę ścigał się za granicą. Kolejne puchary w Czechach, kolejne puchary w Niemczech.

Czyli Skoda Octavia Cup?

Mateusz Lisowski: Skoda, którą wygrałem. I każdy puchar, do którego wchodziłem, udawało mi się wygrywać. Całe serie: Skoda Octavia Cup, Volkswagen Scirocco R-Cup oraz Volkswagen Castrol Cup w Golfie, więc zostałem okrzyknięty Mister Champion Cup. Czyli wszędzie gdzie wchodzę udaje mi się zdobyć tytuł.

A teraz za kierownicą Audi R8 LMS. Uda się?

Mateusz Lisowski: Przed sezonem ogrom pracy, który wkładam, jest nie do opisania.

Ile trzeba trenować w tygodniu?

Mateusz Lisowski: Nie mam w tej chwili możliwości trenowania na torze, więc pracuję nad swoją psychiką, motoryką, wytrzymałością i swoją budową ciała. Też bardzo ważne jest wyczucie mięśni głębokich. To są takie drobiazgi, z których wiele osób się śmieje, że to jest niepotrzebne, a naprawdę, gdy wsiadam potem do auta, jestem w stu procentach skoncentrowany, mam czystą głowę, świetną koordynację ciała i to pozwala jechać bardzo, bardzo, bardzo szybko.

Działają odruchy.

Mateusz Lisowski: Przychodzi pewien etap, którego nie można przeskoczyć, bo jesteśmy na bardzo wysokim poziomie adrenaliny. Wtedy jeździmy już psychiką i koordynacją ciała, bo niektóre ruchy są zablokowane. Podobnie jak myśli, które są bardzo różne podczas wyścigu. Jeżeli uda się przeskoczyć ten etap, to się będzie bardzo dobrym, świetnym kierowcą, nie popełniającym błędów.

Jaki ma pan najważniejszy cel sportowy teraz?

Moim marzeniem jest zostać mistrzem świata WRC.

A marzenie na ten etap, najbliższy cel?

Mateusz Lisowski: Chciałbym zwyciężyć w swoim pucharze Silver Cup w serii Blancpain Sprint, w którym biorę udział. Mam do przejechania jeszcze dwa wyścigi. W tym momencie jestem liderem, więc to bardzo dobry prognostyk przed zakończeniem sezonu. Nie poddaję się, cisnę do końca. Ale zawsze moją pasją, moim marzeniem były rajdy, więc tutaj chciałbym osiągać największe laury. Oczywiście ten skok do WRC jest totalną abstrakcją na chwilę obecną, powtórzę że to jest tylko moje marzenie.

Trochę prywatnych pytań. Pierwszy prywatny samochód?

Mateusz Lisowski: Pierwszy, jaki dostałem od taty, to był Fiat Seicento, z klatką, odchudzony, w pełni przygotowany silnik do startów, a jeździłem nim nawet po drodze.

Ośrodek Doskonalenia Techniki Jazdy w Międzychodzie, po którym nas pan przewiózł, „na 70% możliwości” – jak pan mówi, funkcjonuje tutaj od roku. Co pan myśli o takich szkołach?

Mateusz Lisowski: Z punktu widzenia kierowcy sportowego mogę powiedzieć, że jest to świetny ośrodek, bardzo fajna infrastruktura, ciekawe zestawienie zakrętów. Bardzo duży plac do trenowania i szlifowania swoich umiejętności. Dla mnie każdy kierowca, dla własnego bezpieczeństwa, powinien zapisać się na taki kurs i ocenić swoje umiejętności za kierownicą. Jeśli wydaje nam się, że jesteśmy dobrymi kierowcami, a przyjedziemy tutaj, przejedziemy się z instruktorem, dochodzimy bardzo szybko do wniosku, że musimy zmienić zdanie o swoich umiejętnościach o 180 stopni. A ten obrót o 180 stopni często decyduje o bezpieczeństwie na drodze.

Co pan sądzi o nowym Audi TT, którym jeździliśmy?

Mateusz Lisowski: Do poprzednich modeli TT nie byłem przekonany, ale teraz Audi zmieniło ten model w taką fajną rasową bestię. I z wyglądu i czuć pazur typowego Quatro. Jestem zwolennikiem ostrych, bardzo fajnych, kanciastych linii. Na pewno to wyostrzyło jego charakter i samochód wygląda bardzo fajnie. Jak przystało na Audi i na niemieckie produkty, jest wykończone z dokładnością do małego piksela. W środku samochód jest niesamowity. Gdy zamkniemy oczy, stracimy świadomość, że siedzimy w Audi TT i nagle otworzymy, naprawdę czujemy się jak w rasowo-sportowym samochodzie – nawiewy, detale są wykończone z największą precyzją.

Dzięki za rozmowę. Życzę sukcesów, wygrania Silver Cup i następnych udanych serii.

źródło: Moto Target/fot. lisowski-racing.pl