37. Bieszczadzki Wyścig Górski okazał się bardzo udany dla reprezentanta Ralliart Polska, Mariusza Steca. Sobotnia 11. runda Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski Załuż 2011 padła łupem zawodnika z Urzędowa. To 8 zwycięstwo w tym sezonie przypieczętowało zdobycie po raz trzeci w karierze tytułu Mistrza Polski w klasyfikacji generalnej GSMP. Oprócz tytułu Mariusz Stec poprawił rekord trasy z Wujskiego do Tyrawy Wołoskiej i ustalił go na poziomie 2.27.037. Wspólnie ze Stecem do rywalizacji przystąpili bracia Cichoccy. Sławomir w Subaru grupy A zajął trzecie miejsce w sobotnich zawodach, a Marcin rywalizował w mocno obsadzonej grupie N.

Do podkarpackich rund wyścigów górskich zgłosiła się rekordowa jak na ten sezon liczba 93 zawodników, z których ostatecznie rywalizację zakończyło 79 kierowców. Ponad 15 tysięcy kibiców, którzy zgromadzili się na zboczach trasy zlokalizowanej w Górach Słonnych obok Sanoka, obejrzało walkę polskich wyścigowców ze słowacką szpicą. – To wspaniałe rywalizować z kolegami ze Słowacji, którzy dysponują świetnie przygotowanym sprzętem. Już od kilku lat moja walka z Martinem Koisem dodaje smaczku zmaganiom w Załużu i Banovcach – powiedział w trakcie zawodów Mariusz Stec. Przed ostatnimi finałowymi rundami GSMP Sienna, Mariusz Stec posiada bezpieczną przewagę, ale niemniej zamierza pokazać się z jak najlepszej strony i podziękować wszystkim swoim kibicom za cały sezon 2011. To był niesamowity rok. Wyścigi górskie wybiły się po raz pierwszy od długiego czasu jako czołowa dyscyplina motorsportu w Polsce. Frekwencja na zawodach pokazuje jak ciekawe są to zawody, a ilość kibiców zaskakuje nas z wyścigu na wyścig.

Mariusz Stec: Zdobyć tytuł Mistrza Polski trzy razy z rzędu – tego jeszcze w mojej karierze nie było. To jest najciężej wywalczony tytuł w przeciągu ostatnich lat. Będąc na dachu w Sopocie nie wierzyłem, że uda się tego dokonać, ale ostatnie zawody w Banovcach i sobota w Załużu były świetne i dzięki temu udało się dokonać prawie że niemożliwego. Od Sopotu w rywalizacji z moimi kolegami robi się bardzo ciekawie, zarówno dla nas, jak i kibiców. Ściganie o tysięczne to jest to, na co czekałem od kilku sezonów. W sobotę udało się zdobyć rekord trasy z czasem 2.27.037 i wygrać zawody. Niedziela to mój pech i awaria skrzyni biegów podczas pierwszego wyścigu. Udało się chłopakom z serwisu wymienić skrzynię, ale tuż za startem zgubiłem 2 bieg i było po rywalizacji.

- Załuż był jak co roku świetny, a nawet mogę śmiało powiedzieć, że był najlepszą rundą w tym roku. Nie było żadnych problemów i wszystko szło o swoim czasie. Organizacyjnie to majstersztyk, od którego mogą uczyć się organizatorzy z Limanowej, Sopotu czy Siennej. Marcin Fiejdasz, który był dyrektorem zawodów, zapanował nad wszystkim, co się działo i wykonał 150% normy, za co chciałem mu bardzo podziękować. Do tego tylu kibiców, którzy przyjechali do Załuża dawno nie widziałem. Dyrektor miał tylko kłopoty z moim spóźnianiem się na start, ale chciałbym wszystkim obiecać, że w przyszłym roku będę stawiał się na polach przedstartowych w wyznaczonym czasie i nikt na mnie nie będzie czekał.

- Sezon miałem zakończyć już w Załużu, ale ze względu na moich kibiców podjąłem decyzję o starcie w Siennej, aby podziękować wszystkim, którzy wspierali mnie w tym sezonie, obsługiwali mój zespół czy przygotowywali mój samochód. Cieszę się ze zwycięstwa Olka Michałowskiego, któremu te punkty za zwycięstwo były potrzebne, aby w Siennej walczyć z Andrzejem Szepieńcem o tytuł Wice Mistrza Polski GSMP. To będzie niezły pojedynek, który postaram się uzupełnić moją osobą. Chciałem podziękować wszystkim moim konkurentom za ten sezon i walkę dla kibiców i sympatyków GSMP. Wielki szacunek i gratulacje należą się Marcinowi Gładyszowi, który ośką wykręcił czas 2.31, co było dla mnie szokiem.

- To świetny kierowca i razem z Grześkiem Dulem, Waldkiem Kluzą, Olkiem Michałowskim i Marcinem Bełtowskim tworzą wspólnie ze mną show wyścigowe. Wraz z moimi sponsorami Sonax, Ralliart Polska, Audio-Świat i 4Turbo oraz Urzędem Marszałkowskim Województwa Lubelskiego jesteśmy w stanie walczyć o najwyższe miejsca w klasyfikacji generalnej międzynarodowych zawodów. Dziękuję ekipie www.wyscigigorskie.pl za wsparcie medialne oraz firmie Team Promotion Marketing i PR Sportowy za obsługę w tym sezonie – to najlepsze firmy pracujące na naszym polskim rynku, które zajmują się marketingiem i promocją sportu oraz obsługą zawodników. Wszystkich kibiców zapraszam na finałowe rundy GSMP 2011 do Siennej już 1 i 2 października.

Marcin Cichocki: Miałem bardzo dobrze przygotowany samochód na zawody w Załużu. Po występie na tej trasie w 2010 roku miałem dobre wspomnienia i chciałem pojechać jak najszybciej. Udało się zrobić czas zbliżony do tego z poprzedniego roku, kiedy jechałem samochodem grupy Open i z tego powodu jestem bardzo zadowolony. To znaczy, że robię duże postępy z wyścigu na wyścig i sezon 2012 powinien być tym, w którym rozpocznę ściganie na serio. Szkoda tylko, że nie udało się dojechać do mety niedzielnych zawodów.

- Został mi ostatni przejazd wyścigowy i tuż za startem urwała się lewa półoś w lewym tylnym kole. To wyeliminowało mnie z walki, ale czułem, że jadę dosyć szybko i zbliżałem się do Michała Sowy. To, co zrobiło na mnie ogromne wrażenie, to tysiące kibiców, którzy machali nam, kłaniali się za naszą jazdę, dziękowali. To wspaniałe uczucie dawać tyle radości naszym kibicom. Najważniejsze, że dopisała pogoda, obyło się bez wypadków i całe zawody przeprowadzone zostały bardzo sprawnie.

- Cieszy też rywalizacja wśród braci Cichockich. Ze Sławkiem byłiśmy blisko siebie, a to pokazuje, że rodzinna rywalizacja podnosi emocje. Ten sezon to był trening przed cyklem 2012 i z wyścigu na wyścig jest coraz lepiej. Gratuluję Mariuszowi Stecowi tytułu Mistrza Polski w GSMP i czekam na Sienną, gdzie zapadną ostateczne rozstrzygnięcia. Dziękuję moim sponsorom: Audio-Świat, Ralliart Polska, Stec Motorsport, Sonax oraz 4Turbo. Moją obsługą medialną zajmuje się ekipa Team Promotion Marketing i PR Sportowy, a patronem medialnym od początku sezonu jest portal www.wyscigigorskie.pl, za co im bardzo dziękuję.

Sławek Cichocki: Zawody w Załużu jechałem drugi raz. Trasa i klimat tych rund bardzo mi się podoba. Trasa jest techniczna i ciekawa, zarówno dla zawodnika, jak i kibiców. Przed zawodami, jak i w trakcie analizowałem onboardy, żeby znaleźć optymalny tor jazdy i poszukać cennych sekund. Niestety moje A grupowe Subaru nie ma szans na rywalizację w generalce, gdzie ścigają się Openy i mocne N-ki, dlatego skupiłem się na walce w grupie A z Oskarem Azzinim, moim młodszym kolegą z zespołu, który startuje prawie identycznym Subaru Imprezą. Od samego początku jechałem co mogłem i co widziałem na trasie, którą de facto pamiętam nawet teraz i mam ją przed oczami.

- Pech dopadł mnie w niedzielę, po urwanej poduszce pod silnikiem moja przygoda zakończyła się. Jesteśmy dosyć młodym zespołem i teraz już wiem, jakie części należy zabrać ze sobą na zawody. Dla mnie ważne jest, że udało się przywieźć do domu pierwszy w karierze puchar i z niego muszę się teraz cieszyć. Trzy dziesiąte straty, jakie dzieliły mnie od Oskara pokazuje, że walka w grupie A jest bardzo ciekawa. Planuję występy już bardzo regularne w 2012 roku tym samym autem właśnie w tej grupie i zamierzam powalczyć o tytuł. Teraz myślami jestem już w Siennej. Tam chcę powalczyć, bo to trasa na ryzyko i trzeba na niej się mocno nakręcić, a lubię taki styl jazdy.