Ze zmiennym szczęściem poruszali się po trasie 5. Rajdu Lotos Balic Cup zawodnicy zespołu Karpackie Rally Team. Piątkowy prolog był rozgrzewką przed sobotnią rywalizacją i nasze załogi w dobrych nastrojach przystąpiły do walki na trudnych i wymagających trasach Rajdu Lotos. Niestety na pierwszej porannej próbie kapcia złapał Maciej Rzeźnik. Bardzo dobry rezultat na tym odcinku zanotował za to Krzysztof Predko.
Kolejna próba to awaria alternatora w Suzuki Ignis Super 1600 olsztyńskiego zawodnika. Załoga w tym przypadku mogła jedynie skorzystać z systemu SupeRally. Tuż po serwisie poważny defekt silnika wyeliminował z walki Macieja Rzeźnika. Nie było szans na naprawę jednostki zawodnicy zmuszeni byli do wycofania się z rajdu. Wielka szkoda nie ukończonego rajdu i małej ilości kilometrów przejechanych po luźnej nawierzchni tym samochodem. Drugi dzień to spokojna i równa jazda Krzysztofa Predko. Z każdym kilometrem nasi reprezentanci jechali coraz lepiej i uczyli się nowego samochodu. Szkoda, że nie udało im się przejechać całego pierwszego etapu, bo wtedy czasy na odcinkach drugiego dnia byłyby na pewno dużo lepsze. Załodze Karpackie Rally Team udało się jednak osiągnąć upragnioną metę, z czego jesteśmy bardzo zadowoleni. Mamy nadzieję, że kolejne rajdy uda się nam przejechać już bez większych kłopotów.
Maciej Rzeźnik: Jestem bardzo niezadowolony. Druga runda Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski nie była dla nas szczęśliwa i nie tak wyobrażaliśmy sobie kolejny rajdowy weekend w kraju. Przed startem zapowiadaliśmy, że naszym celem jest meta i chcieliśmy spokojnie przejechać pierwszy szutrowy rajd samochodem Super 1600. Pewne problemy mieliśmy już podczas pierwszego sobotniego odcinka specjalnego. Złapaliśmy kapcia w lewym przednim kole i przez prawie siedem kilometrów musieliśmy wolnym tempem podążać do mety tej próby. Kolejny odcinek został niestety odwołany, a trzeci przejechaliśmy bardzo spokojnie.
Po skończonej pętli przyjechaliśmy na serwis, a po nim udaliśmy się na kolejne próby. Niestety na dojazdówce silnik w naszym Suzuki Swift Super 1600 odmówił posłuszeństwa i musieliśmy się wycofać z rajdu. Jeszcze nie wiemy, co dokładnie się stało. Jednostka zaczęła gwałtownie tracić moc, gubiła obroty i niestety nie było nawet możliwości naprawy i skorzystania z systemu SupeRally. Ten silnik nie miał przejechanych wielu kilometrów. Korzystaliśmy z niego podczas Rajdu Elmot i szacunkowo powinien wystarczyć jeszcze na około dwa rajdy tego typu. Niestety stało się inaczej. Mamy nadzieję, że pech ominie nas podczas kolejnej rundy RSMP.
Cieszę się, że metę osiągnął Krzysztof Predko z Sebastianem Sadowskim. Wprawdzie ich również spotkała awaria, ale po naprawie auta drugiego dnia mogli kontynuować jazdę. Wielokrotnie miałem okazję trenować wspólnie z Krzysztofem i mogę powiedzieć, że ma naprawdę wielkie serce do jazdy samochodem rajdowym. Przesiadka do Super 1600 wymaga jednak wiele treningów i trudno jest bez odpowiedniego przygotowania zrobić dobry wynik. Tym bardziej cieszy nas ich rozsądna jazda, z dużym zapasem i ogromnym bagażem doświadczeń. Chciałbym podziękować kibicom za gorący doping i trzymanie kciuków. Do zobaczenia na kolejnym rajdzie!

