Łukasz Lewandowski: Żarło, żarło i zdechło. Tak można w trzech słowach podsumować nasz występ na Rajdzie Wisły. Strasznie żałujemy, ponieważ już po pierwszej pętli było dobrze. Narzuciliśmy sobie dosyć spacerowe tempo, które było jak najbardziej odpowiednie do warunków na oesach. Na 4 odcinku trochę podkręciliśmy tempo i po jego ukończeniu byliśmy na 3 miejscu w klasie i zaczęliśmy odrabiać straty w generalce.
- Na 5 przerwanym odcinku złapaliśmy taki naprawdę dobry, ale nadal bezpieczny rytm. Na międzyczasach byliśmy szybsi o ponad 1,5 sekundy na kilometrze w stosunku do poprzedniego przejazdu i wszystko zaczęło się układać po naszej myśli. Niestety najpierw w wyniku procedury wypadkowej zatrzymaliśmy się na odcinku, a potem kiedy dojechaliśmy do startu OS6 na skutek awarii wiatraka zagotował nam się silnik i wydmuchało uszczelkę pod głowicą i było po rajdzie.
- Wielka szkoda, ponieważ drugi raz z rzędu wyklucza nas absurdalna awaria, w sytuacji, kiedy bardzo potrzebne były nam te punkty. Tym większe było rozczarowanie, kiedy po rajdzie okazało się, że była realna szansa na pełną realizację celów zakładanych przed rajdem tzn. na pierwszą dziesiątkę generalki i znakomite drugie miejsce w klasie. Pozostaje mieć nadzieję, że limit pecha wyczerpał się już na ten sezon. Teraz myślimy już tylko o Rajdzie Dolnośląskim i jak najlepszym wyniku. Do zobaczenia w Kłodzku.


