Choć pechowe przebicie opony wykluczyło zawodnika Förch Racing z walki o punkty, debiut Mateusza Lisowskiego w Porsche Mobil 1 Supercup na ulicznym torze w Walencji można zaliczyć do udanych. 22-latek z Wieliczki zaprezentował wielką wolę walki przebijając się do pierwszej dziesiątki pokonując po drodze m.in. Patryka Szczerbińskiego z Verva Racing Team, a w końcówce notując znakomite czasy.

Gdy o 11:45 zgasło pięć czerwonych lamp, Mateusz Lisowski rozpoczął nowy etap w swojej wyścigowej karierze. I to w świetnym stylu! Startujący z 15. pola kierowca Förch Racing konsekwentnie przebijał się do czołówki. W krótkim czasie znalazł się w pierwszej dziesiątce bez kompleksów walcząc z bardziej doświadczonymi i utytułowanymi rywalami.
Niestety na czwartym okrążeniu wprost pod koła „dziewięćsetjedenastki” Polaka wpadł spoiler, który odpadł z auta jadącego przed nim Sebastiaana Bleekemolena. Mateusz doprowadził bezpiecznie swój samochód do boksów, gdzie wymieniono przebitą oponę i powrócił na tor.

Choć łączna strata do triumfatora wyścigu Rene Rasta wyniosła jedno okrążenie, Mateusz Lisowski wykorzystał pozostałe dziewięć kółek do zdobywania doświadczenia potrzebnego mu w kolejnych rundach Porsche Mobil 1 Supercup. Osiągał on czasy na poziomie pierwszej szóstki, co jak na debiutanta w tym prestiżowym cyklu jest rewelacyjnym wynikiem. Kolejny start Mateusza już za dwa tygodnie w Wielkiej Brytanii na słynnym torze Silverstone.

Porsche Mobil 1 Supercup to międzynarodowy, monomarkowy puchar wyścigów samochodowych, które od 1993 r. towarzyszą Grand Prix Formuły 1. To przede wszystkim wielkie wydarzenie sportowe, ale i medialne. Relacje na żywo z wyścigów nadawane są w ogólnoświatowym kanale Eurosport, a w Polsce w stacji TV4. Skróty wyścigów pokazywane są także w Polsacie tuż przed Grand Prix Formuły 1. Wszystko to sprawia, że poszczególne rundy Pucharu oglądane są przez kilkanaście milionów ludzi.
Valencia Street Circuit – to hiszpański wyścigowy położony w Walencji. Tor ma długość 5419 metrów i od sezonu 2008 gości wyścigi Formuły 1. Pierwsze Grand Prix Europy odbyło się na tym torze 24 sierpnia 2008.

Mateusz Lisowski: Miałem bardzo dobry wyścig aż do momentu, gdy najechałem na spoiler, który odpadł Bleekemolenowi. Starałem się hamować, ale nie byłem w stanie go ominąć. Przy 270 km/h nie można wykonywać żadnych nagłych ruchów, bo sytuacja może się skończyć znacznie gorzej. Złapałem kapcia i musiałem zjechać do boksów, gdyż wibracje w oponie były bardzo silne. Co więcej, spoiler ten rozbił mi lampę, a potem uderzył w przednią szybę Isaaca Tutumlu. To wręcz nieprawdopodobne. W dalszej części wyścigu miałem tempo na granicy pierwszej szóstki, co dobrze rokuje na przyszłość.

– Jednocześnie trzeba pamiętać, że nadal nie wyczuwam tego auta tak, jakbym sobie tego życzył. Komuś, kto nigdy takim samochodem nie jechał po torze może być trudno zrozumieć jak niełatwy jest on w prowadzeniu. Opanowanie hamulca, międzygazu czy balans całym autem wymagają doświadczenia. Przykładowo podczas hamowania trzeba uważać, by ciśnienie w systemie nie wzrastało, ale jednocześnie utrzymywało się na właściwym poziomie. Wychowywałem się na autach przednionapędowych, stąd przyzwyczajenie się do tylnonapędówki zajmuje mi trochę czasu. Jest to jednak dla mnie świetne wyzwanie. W wyścigu pokazałem, że umiem walczyć, a gdyby nie ten pech, to na pewno przyjechałbym w pierwszej dziesiątce.

– Z pewnością to wielki dzień dla ekipy Förch Racing. Robert Lukas, z którym jeżdżę w tym samym teamie zajął znakomite trzecie miejsce. Korzystając z okazji chciałbym podziękować Volkswagen Motorsport za objęcie mnie programem juniorskim, bez którego mój start w Porsche Mobil 1 Supercup nie doszedłby do skutku. Drugi występ w tym cyklu, tym razem na torze Silverstone również traktuję treningowo. Zupełnie nie znam tego obiektu. Co innego Hockenheim – tam będę liczył na dobry na wynik.

fot. lisowski-racing.pl