3. Rajd Świdnicki mimo bardzo dobrego początku nie był szczęśliwy dla Leszka Kapłana i Michała Miklaszewskiego. Na starcie trzeciego odcinka specjalnego uszkodzeniu uległ układ przeniesienia napędu. O dalszej jeździe nie mogło być mowy i sympatyczna załoga była zmuszona wycofać się z rajdu. Zawodnicy mają jednak nadzieję, że był to tylko chwilowy niefart, a limit pecha na ten sezon został już wyczerpany.
Leszek Kapłan: Tegoroczna edycja Rajdu Świdnickiego, podobnie jak ta z 2008 roku, nie była dla nas szczęśliwa. Nadzieje na dobry występ prysły jak bańka mydlana. Na starcie trzeciego oesu awarii uległ układ przeniesienia napędu. Gdybyśmy mieli szperę, to pewnie zdecydowałbym się na „dotoczenie” do serwisu, aby kontynuować rajd w celach treningowych. Wynik jaki uzyskaliśmy na odcinku Rościszów, czyli 9 miejsce w klasyfikacji generalnej napawał nas optymizmem. Ciężko nam się pogodzić z tym co się stało, ale niestety. Tym razem przegraliśmy z techniką. Dziękujemy sponsorom za wsparcie. Jechaliśmy w barwach firm: President Electronics Polska, BBK Auro Części, Autoserwis Sanecznik, Przedsiębiorstwo Handlowo-Usługowe Krzysztof Zniszczoł, Zakład Produkcyjno-Usługowy Błażej Kaczmarczyk.
Michał Miklaszewski: Mam nadzieję, że limit pecha na ten sezon został wyczerpany. Zdajemy sobie sprawę, że cały ubiegły sezon przejechaliśmy bez najmniejszej awarii, poza wspomnianym już 2. Rajdem Świdnickim. Więc to pierwsze wycofanie z powodów technicznych kiedyś musiało się zdarzyć. Może to i dobrze, że taki pech dopadł nas na początku sezonu? Nie ma jednak co załamywać rąk. Dla wielu wspaniałych kierowców trasy w Górach Swoich również nie były łaskawe i trzeba było kilku występów, aby dotrzeć do mety bez problemów technicznych na dobrym miejscu. Więc tak sobie myślę, że skoro Leszek Kuzaj czy Tomasz Czopik i wielu, wielu innych miewali „gorące momenty” na tych trasach, to miejmy nadzieję, że idziemy w dobrym kierunku.

