Michał Dobrowolski i Bartłomiej Mirecki podzielili się zwycięstwami w dwóch biegach trzeciej rundy mistrzostw Polski Kia Picanto. Podium w pierwszym wyścigu uzupełnili Zbigniew Łacisz i Grzegorz Kubat, a w drugim ponownie Łacisz i Damian Łata. Przy pięknej, słonecznej pogodzie zawodnicy Kia Lotos Race po raz pierwszy w tym sezonie zawitali na jedyny w kraju tor wyścigowy w Poznaniu. Kia Lotos Race była tym razem częścią wyścigowego weekendu mistrzostw strefy Europy centralnej oraz wyścigowych mistrzostw Polski.

Sobotnia sesja kwalifikacyjna rozgrywana była najpierw przy słonecznej pogodzie a jej druga część w ulewnym deszczu. Łączny czas z obu dał pole position Michałowi Dobrowolskiemu. Finalista konkursu Kia Lotos Race 2011 świetnie pojechał w pierwszej czasówce i był bezkonkurencyjny na mokrym torze. Pech dotknął natomiast lidera klasyfikacji generalnej Zbigniewa Łacisza, który nie wyjechał na drugą część treningu z powodu awarii auta. Patryk Kadlec także miał problemy i dachował swoim autem już na początku deszczowej rywalizacji. Na szczęście w obu przypadkach mechanicy uporali się z samochodami i obaj zawodnicy mogli wystartować, Kadlec z ostatniego pola a Łacisz z przedostatniego.

Start z pole position tym razem niestety nie dał Dobrowolskiemu przewagi i przegrał go ze Stanisławem Kostrzakiem ruszającym z drugiego pola. Udało mu się jednak szybko odrobić stratę i po chwili wrócił na prowadzenie. Okrążenie za okrążeniem wypracowywał sobie coraz większą przewagę nad konkurentami i do mety dojechał jako pierwszy wyprzedzając o niemal 10 sekund Zbigniewa Łacisza. „Pan profesor” jak go nazywają już żartobliwie zawodnicy w Kia Lotos Race, startował z 21 pola i 12 okrążeń wyścigu wystarczyło mu by ukończyć rywalizację jako drugi.

Łacisz, który ma już na swym koncie tytuł Mistrza Polski wywalczony w poprzedniej edycji pucharu Kia Picanto, mozolnie wspinał się w stawce, systematycznie wyprzedzając konkurentów. Walka jednak była bardzo czysta i sportowa, co sam podkreślał tuż po mecie. Bardzo udany wyścig pojechał Grzegorz Kubat, meldując się na najniższym stopniu podium. Już na ostatnim okrążeniu udało mu się wygrać batalię z Filipem Tokarem i zająć trzecie miejsce.

Do drugiego biegu pierwsza 10 z pierwszego startuje w odwróconej kolejności. Tym razem na czele od początku walczyli Bartłomiej Mirecki, Damian Łata i doskonale znający ten tor, weteran wyścigów Zbigniew Łacisz, który tym razem musiał przebić się do przodu z „zaledwie” dziewiątej pozycji startowej. Mirecki i Łacisz od połowy wyścigu konkurowali już tylko ze sobą o zwycięstwo zmieniając się na prowadzeniu. Gdy już się wydawało, że Mirecki pogodził się z dominacją „Profesora”, to ten popełnił błąd kosztujący go zwycięstwo.

16-latek na ostatnich zakrętach toru wyprzedził Łacisza i także zapisał na swoim koncie pierwszy triumf w Kia Lotos Race i w swojej samochodowej karierze. Na trzeciej pozycji metę minął spokojnie jadący Damian Łata. Liderem klasyfikacji generalnej pozostaje Zbigniew Łacisz, przed Filipem Tokarem i Bartkiem Mireckim. Kolejna runda Kia Lotos Race odbędzie się na torze Slovakiaring pod Bratysławą 17-19 sierpnia.

Michał Dobrowolski: To wydawało się łatwe, ale wcale tak nie było. W samochodzie było potwornie gorąco a trzeba było utrzymać koncentrację do samego końca. Jest upragnione zwycięstwo, ale w drugim wyścigu znów nie poszło tak jak powinno. Dostałem karę od sędziów za zbyt agresywną jazdę. Na razie z tym się nie zgadzam, ale obejrzę jeszcze onboardy, przeanalizuję sytuację z chłodną głową”.

Bartłomiej Mirecki: Bardzo cieszę się z upragnionej wygranej. Starałem się jechać jak najczyściej i jak najszybciej. Pokonanie Zbyszka Łacisza w walce to ogromny sukces. Walczyliśmy o zwycięstwo przez kilka okrążeń, w końcu udało mu się mnie wyprzedzić i nieco mi odjechać. Już trochę pogodziłem się z drugim miejscem, gdy na ostatnim okrążeniu Zbyszkowi przytrafił się jeden duży błąd, dzięki czemu znalazłem się tuż za nim, a później następny na dwa zakręty przed metą. Musiałem już tylko skorzystać z okazji i dojechać do mety na czele. Udało się!”.

Zbigniew Łacisz: Pierwszy wyścig był niesamowity. Musiałem sobie powetować kwalifikacje i jechałem wszystko. Muszę przyznać, że konkurenci zrobili postępy i to naprawdę duże. Nie ma chaosu i bezpardonowej walki, wszystkie manewry wyprzedzania poszły mi czysto i bez problemów. Teraz w końcu mamy prawdziwych zawodników na torze. W drugim była fajna walka z Bartkiem, ale kończyły mi się już opony, które ledwo trzymały. Uciekło też pewnie trochę koncentracji. Widziałem, że mnie Bartek atakuje, ale doszedłem do wniosku, że lepsze drugie miejsce niż skończenie na barierze i odpuściłem. Zdobycz punktowa też jest bardzo istotna.

fot. kialotosrace.pl