Tegoroczne rundy Porsche Supercup odbywające się na Półwyspie Iberyjskim są wyjątkowo pechowe dla zespołu VERVA Racing Team. W Barcelonie, gdzie ekipa VERVY dzięki udanym kwalifikacjom miała duże szanse na podium, organizatorzy odwołali wyścig. Weekendu Grand Prix Europy w Walencji również nie może zaliczyć do szczęśliwych. Kuba Giermaziak dojechał do mety 5., ale sędziowie doliczyli mu 30 sekund kary do końcowego wyniku, przez co Polak spadł na 10. miejsce. Także Patryk Szczerbiński miał wiele przygód i ostatecznie został sklasyfikowany na 13. pozycji. Z powodu nałożenia wielu kar, oficjalne wyniki rundy Porsche Supercup na Valencia Street Circiut zostały ogłoszone z opóźnieniem.

Decydujący był start. Zanim zgasły czerwone światła jeden z zawodników czołówki poruszył auto, co zmyliło kilku innych kierowców. Kuba był jednym z nich i lekko poruszył Porsche w barwach VERVY. Po zgaśnięciu czerwonych świateł, z szóstego pola, przebił się już prawie na czwarte miejsce, a z pierwszej, ciasnej, sekwencji zakrętów wyjechał jako piąty. Giermaziak trzymał dobre tempo i dzięki błędom rywali walczących z przodu, awansował na trzecie miejsce. Niestety pod koniec morderczego wyścigu, po najechaniu na tarkę, samochód obrócił się. Polak błyskawicznie wrócił do stawki i dojechał do mety jako piąty.

Z tyłu ciężkie boje toczył drugi kierowca VERVA Racing Team. Patryk Szczerbiński jadąc na 9. pozycji zaatakował Alessandro Zampedriego na moście. Niestety nie udało mu się zrównać z rywalem przed dojazdem do zakrętu, a Włoch – słynący z bezkompromisowej jazdy – uznał, że skręci nie zostawiając przeciwnikowi nawet odrobiny miejsca po wewnętrznej. Szczerbiński znalazł się w sytuacji bez wyjścia, bo nie miał już gdzie uciec. Doszło do kolizji, w wyniku której samochód Zampedriego obrócił się.

Po tym incydencie polski debiutant dostał surową karę przejazdu przez aleję serwisową. Na domiar złego, tuż przed zjazdem, Patryk wpadł na leżący w poprzek toru fragment samochodu rywala. Przez to stracił nakładkę na zderzak i przednie koła przestały się dobrze trzymać jezdni. Już do końca zamiast z rywalami, nasz zawodnik walczył z autem. W końcówce wyścigu Zampedri uderzył w tył jego maszyny, obracając ją. Po doliczeniu wszystkich kar, Szczerbiński został sklasyfikowany na 13. miejscu, przed Włochem. Kolejny wyścig Porsche Supercup odbędzie się za dwa tygodnie na torze Silverstone.

Kuba Giermaziak: Po problemach w piątek, piątą pozycję w wyścigu brałbym w ciemno, ale jak jechało się już na trzecim miejscu, to piąte musi być rozczarowaniem. A potem dostałem jeszcze karę za błąd na starcie. Wyścig ewidentnie nie ułożył się po mojej myśli. Starałem się jechać tak dobrze jak potrafię i do pewnego momentu szczęście było po naszej stronie, bo rywale z przodu eliminowali się sami. Byłem już trzeci i miałem sporą przewagę. Jechałem trochę szybciej od rywala za mną i ciut wolniej od Seana Edwardsa, który był przede mną. Jechałem na 95 procent, ale w pewnym momencie podbiło mnie na tarce, postawiło bokiem i nie dało się już wyratować auta.

– Co tu dużo mówić. Popełniłem błąd. Chyba pierwszy raz w życiu obróciłem się w samochodzie Porsche. Szczęście wciąż nam nie sprzyja. Po pechowym treningu mieliśmy przyzwoite kwalifikacje i szansę na bardzo dobry wynik w wyścigu, ale niestety nie udało się. Ale cóż. Takie są wyścigi. Do końca sezonu mamy jeszcze kilka rund. Presja będzie jeszcze większa. Regularnie jeździmy w pierwszej szóstce, ale to za mało. Musimy przyspieszyć.

Patryk Szczerbiński: Był to bardzo ciekawy wyścig, w którym miałem sporo przygód. Start był bardzo dobry i obroniłem swoją pozycję. Co prawda przede mną znalazł się Nicki Thiim, ale mogłem to jakoś przeżyć, bo czułem, że mam lepsze tempo wyścigowe i będę miał szansę odzyskać lokatę. Doganiałem go, aż razem znaleźliśmy się za Alessanro Zampedrim. Oni się chyba lekko zderzyli, więc chciałem wykorzystać tę sytuację i zaatakowałem Włocha. Niestety na moście, gdy już się z nim zrównywałem, on przyciął zakręt, a ja – choć próbowałem zahamować ciut wcześniej – nie byłem w stanie uniknąć kontaktu, bo byłem po wewnętrznej.

– Jego obróciło, a ja jechałem dalej i samochód wciąż się dobrze sprawował. Doganiałem Thiima, ale dostałem karę przejazdu przez boksy. Poczekałem jedno okrążenie i zastosowałem się do kary. Niestety po drodze najechałem na kawałki splitera, który leżał na środku toru, bo odpadł od jednego z samochodów. To zerwało mój spliter, przez co znacznie zwolniłem. Samochód zrobił się bardzo podsterowny i nie chciał skręcać. Zrobiło się bardzo ciężko i traciłem dużo czasu szczególnie w szybkich zakrętach. Pod koniec zostałem niestety dwukrotnie uderzony przez Zampedriego. Raz mnie obróciło. Nie było to fair z jego strony, ale tak to już bywa w wyścigach.