Karolina Pilarczyk, zasiadająca za kierownicą muskularnego, grzmiącego Corvette’owskim silnikiem BMW M3, jest jedyną w Polsce kobietą z licencją driftingową. 17. kwietnia na warszawskim lotnisku Bemowo, w asyście kurzu i zapachu spalonych opon odbyła się pierwsza w tym sezonie runda zmagań mistrzów poślizgu kontrolowanego: Super Drift Cup (SDC). Start Karoli można zaliczyć do bardzo udanych, choć, jak to w motorsporcie bywa – i tym razem nie obyło się bez komplikacji.

A miało być tak pięknie – podsumowuje swoje przygotowania drifterka – po raz pierwszy miałam nie zmieniać silnika, a jedynie zawieszenie oraz odbudować karoserię. O ile poprzedni sezon upłynął pod znakiem testów samochodu, to obecny jest już niczym rękawica rzucona rywalom z najwyższych miejsc w klasyfikacjach. Zaledwie tydzień przed zawodami zaczęły się jednak kłopoty – silnik wybuchł podczas „kontrolnej” wizyty na hamowni. Start w pierwszej rundzie SDC jeszcze w nocy z piątku na sobotę stał pod dużym znakiem zapytania.

Karolina Pilarczyk jest wyjątkową zawodniczką – nie tylko z uwagi na to, że jest jedyną, profesjonalnie „ślizgającą się” po torze kobietą. Od czasu odebrania licencji driftingowej w 2008 roku upłynęło wiele hektolitrów benzyny, natomiast auto zostało poddane kolejnym mechanicznym modyfikacjom – przy czynnym współudziale samej pogromczyni „Dzikusa”. W roli serca samochodu debiutował 7-litrowy, ponad 500-konny silnik LS7 V8 z momentem obrotowym 640 Nm. W chwili obecnej jego miejsce zajął zakupiony na kilka dni przed „godziną zero”, a montowany do ostatnich godzin przed startem motor LS2 (również z Corvette), dysponujący mocą co prawda o sto koni mechanicznych mniejszą, ale nadal pozostającą w czołówce polskiej sceny driftingowej pod względem osiągów.

Królowa polskiego driftu (tak okrzyknęły Karolinę media oraz kibice) stawiła się na starcie pełna obaw, ale i podekscytowana. Brak czasu na „wyczucie” auta po zmianie silnika oraz zawieszenia dały o sobie znać. – Pierwsze dwa przejazdy były koszmarem – auto zachowywało się szalenie nadsterownie i ciężko było utrzymać je w poślizgu – wspomina Karola – W parku maszyn dokonaliśmy jednak korekty zawieszenia i po wjechaniu na tor od nowa zakochałam się w aucie! Niestety, podczas kolejnej wizyty w strefie serwisowej zabrakło czasu na zmianę opon – podczas rundy kwalifikacyjnej samochód zachowywał się jak na lodzie. Mimo to odnotowano bardzo efektowny i dobry technicznie przejazd.

Niezależnie od wyników, jeszcze w sobotę została podjęta „męska” decyzja o pozostawieniu samochodu w warsztacie. Silnik strojony w nocy nie wytrzymywał wysokich temperatur podczas dnia i w rezultacie się przegrzewał – komentuje Karolina. Team drifterki z niecierpliwością czeka na kolejną rundę – tym razem w Lublinie. W zawodach Super Drift Cup w Warszawie wzięła udział rekordowa liczba ponad 120-tu uczestników (kolejnych 200-tu wzięło udział w odbywających się równolegle wyścigach na ¼ mili). Konieczność zamknięcia listy zgłoszeń na długo przed zawodami świadczy o rosnącej popularności tej dyscypliny sportu motorowego. Zapowiada się naprawdę emocjonujący sezon!