AUDI wyznaczyło kolejny technologiczny kamień milowy w sportach motorowych. Podczas osiemdziesiątego słynnego dwudziestoczterogodzinnego wyścigu samochodowego Le Mans, po raz pierwszy zatriumfował pojazd z napędem hybrydowym – Audi R18 e-tron quattro. Około 200 000 widzów podziwiało fascynujący wyścig w Le Mans, obfitujący w typową dla niego dramaturgię i niespodziewane wydarzenia. Dla Audi stanowił on również doskonałą okazję do pełnego zaprezentowania “przewagi dzięki technice“. Cztery auta Audi R18 zespołu Audi Sport Team Joest pokazały, że są najszybszymi i najbardziej niezawodnymi pojazdami biorącymi udział w wyścigu, kończąc dwudziestoczterogodzinne zmagania na pierwszym, drugim, trzecim i piątym miejscu.

Szansę na jedenaste już z kolei zwycięstwo w Le Mans miały wszystkie cztery Audi R18. Po 378 rundach ostateczne prowadzenie objęli zeszłoroczni triumfatorzy wyścigu – Marcel Fässler (Szwajcaria), André Lotterer (Niemcy) i Benoît Tréluyer (Francja), prowadzący na zmianę Audi R18 e-tron quattro z numerem startowym „1“. Dindo Capello (Włochy), Tom Kristensen (Dania) i Allan McNish (Wielka Brytania) zajmując drugie miejsce zapewnili podwójne zwycięstwo Audi e-tron quattro – pojazdu z napędem na cztery koła, w którym konwencjonalny napęd w inteligentny sposób współgra z jedną osią napędzaną elektrycznie. To rozwiązanie techniczne, w którym wał napędowy zastąpiono przewodem elektrycznym, jest już testowane przez Audi także w produkcji seryjnej.

Debiutujący w Le Mans Marc Bonanomi (Włochy), a także Oliver Jarvis (Wielka Brytania) i Mike Rockenfeller (Niemcy), jadący konwencjonalnie napędzanym Audi R18 ultra, zajęli miejsce trzecie, pieczętując w ten sposób już czwarte, po wygranych w latach 2000, 2002 i 2010, całkowite zwycięstwo Audi w wyścigu Le Mans. Romain Dumas (Francja), Loïc Duval (Francja) i Marc Gené (Hiszpania), jadący drugim Audi R18 ultra, dojechali do mety na piątej pozycji. W każdym ze wszystkich czterech Audi R18 pracował kompaktowy silnik V6 TDI z pojedynczym turbodoładowaniem – silnik najnowszej generacji z roku 2011, użyty po raz pierwszy tu, w Le Mans. Doskonale sprawdziła się też nowa ultralekka skrzynia biegów z obudową wykonaną z włókna węglowego – novum w przypadku auta wyścigowego, startującego w Le Mans. Zdała ona egzamin wytrzymałości we wszystkich czterech pojazdach, nie przysparzając jakichkolwiek problemów na dystansie 5 151 km. Ultralekka konstrukcja, podobnie jak napęd na cztery koła quattro, jest jednym z kluczowych technologicznych atutów marki Audi.

Oba modele Audi R18 e-tron quattro ucieleśniają te dwie technologie w praktyce. Od samego początku osiemdziesiątej edycji 24h Le Mans były faworytami wyścigu, należącego już do klasyki długodystansowych imprez samochodowych. Tylko raz, w sobotni wieczór, musiały na kilka okrążeń ustąpić pola jednemu z dwóch hybrydowych pojazdów marki Toyota. Po przedwczesnym wypadnięciu z gry najgroźniejszych konkurentów, oba Audi R18 e-tron quattro odbyły między sobą fascynujący, trwający całą noc i niedzielny ranek, pojedynek o zwycięstwo. Wielokrotnie zmieniało się w nim prowadzenie, a obie sportowe hybrydy z silnikiem Diesla, dzieliło często jedynie kilka sekund. Wypadek Allana McNisha w bardzo szybkim zakręcie „Porsche”, na niespełna trzy godziny przed końcem wyścigu, na dobrą sprawę zadecydował o rozstrzygnięciu. Chociaż przód Audi R18 e-tron quattro uległ poważnym uszkodzeniom, zespołowi Audi Sport Team Joest udało się naprawić auto w rekordowo krótkim czasie, dzięki temu McNish zdołał utrzymać drugie miejsce. Jeszcze w początkowej fazie wyścigu auto z numerem startowym „2“, po przyczepieniu się sporego kawałka gumy do tylnego zawieszenia, straciło prawie jedno okrążenie.

Również zwycięskie auto z numerem podwozia R18-208H, nazywane „Electra“, nie uchroniło się od wypadków. Marcel Fässler, w niedzielę rano, otarł się dwukrotnie o bandę. Po raz pierwszy – po obrocie wokół własnej osi przy dużej prędkości, po raz drugi – na zakręcie „Mulsanne”, gdy musiał wyminąć stojący w poprzek toru inny samochód. Benoît Tréluyer, któremu dokuczało silne przeziębienie, jakiego nabawił się w piątek podczas deszczowej prezentacji zawodników, która odbyła się w śródmieściu Le Mans, również obrócił samochód wokół własnej osi – tym razem na wjeździe do boksu. Sklasyfikowane na trzeciej pozycji Audi R18 ultra z numerem startowym „4“, już na samym początku wyścigu z powodu konieczności kontroli tylnego zawieszenia straciło jedno okrążenie. Późnym przedpołudniem dwukrotnie zakleszczył się w nim bieg, ale kierowca usterkę zdołał usunąć wyłączając i ponownie włączając zapłon. Ostatecznie R18 z numerem startowym „4“ jechało znowu bez zarzutu, dzięki temu prowadzący je Marc Bonanomi i Oliver Jarvis wraz z Mike’em Rockenfellerem, który rok po swoim ciężkim wypadku powrócił na tor, zapewnili sobie miejsce na podium.

W wyniku dwóch prawie identycznych zdarzeń, szansę na zwycięstwo straciło Audi R18 ultra z numerem startowym „3″, w którym Loïc Duval „wykręcił” najszybsze okrążenie toru. W sobotni wieczór Romain Dumas podczas wyprzedzania innego auta na pierwszej szykanie, wjechał na zabrudzony fragment toru, wpadł w poślizg i uderzył w bandę. To samo nieszczęście przytrafiło się w niedzielne południe Marcowi Genému. W obu przypadkach zespół Audi Sport Team Joest zdołała naprawić uszkodzone Audi R18 w rekordowo krótkim czasie, ale mimo to, łączna strata wyniosła dwanaście okrążeń. Dzięki jedenastemu zwycięstwu w Le Mans, Audi umocniło swoje prowadzenie w Mistrzostwach Świata w Wyścigach Długodystansowych. Natomiast Dindo Capello, Tom Kristensen i Allan McNish zajmując drugą lokatę odzyskali prowadzenie w klasyfikacji najlepszych kierowców świata.

Był to wyścig, jakiego świadkiem można być chyba tylko w Le Mans – powiedział dr Wolfgang Ullrich, szef Audi-Motorsport, po przejechaniu przez linię mety wszystkich czterech Audi R18. – W Le Mans nie wolno zbyt wcześnie ulegać nastrojowi radości, czego doświadczyliśmy w niedzielne południe. Wszyscy mówili już o poczwórnym zwycięstwie Audi, a tu nagle dwa z naszych aut prawie równocześnie uległy wypadkom. Fakt, że za każdym razem ekipa potrafiła tak szybko naprawić pojazdy, jednoznacznie świadczy na korzyść Audi Sport Team Joest. Na tym zespole można po prostu polegać. Generalnie słowa uznania należą się wszystkim z Audi Sport, którzy przez cały długi rok niezmiernie ciężko pracowali by ten triumf urzeczywistnić. To ogromne wyzwanie, by w tak krótkim czasie stworzyć szybki i równocześnie mogący sprostać wymaganiom dwudziestoczterogodzinnego wyścigu pojazd hybrydowy. Fakt, że udało nam się to za pierwszym razem, podobnie jak w 2001 roku – w przypadku silnika TFSI i w roku 2006 – w przypadku silnika TDI, udowadnia po prostu, jak wysokie kompetencje techniczne posiada Audi. To wielki dzień dla Audi Sport, dla Audi i dla e-tron quattro.