Domowy Rajd Rzeszowski okazał się czarnym weekendem załogi Grzegorz Grzyb/Przemysław Zawada, startującej Skodą Fabią S2000. Kierowca od środowych testów zgłaszał problemy z samochodem. – Pierwsze niepokojące sygnały samochód „przekazał nam” już w trakcie testów. Nasza Skoda wróciła z dalekiej i wyczerpującej wyprawy do Finlandii, więc dwudniowa reanimacja nie była w stanie przywrócić jej pełnej sprawności. Potwierdziły się słowa P. G. Anderssona, narzekającego notorycznie na brak mocy. Na domiar złego mieliśmy problemy z geometrią oraz wspomaganiem – mówił Grzegorz Grzyb.
- Tak naprawdę już w środę przeszła nam przez głowę myśl o wycofaniu. Postanowiliśmy jednak, iż nie możemy zawieść naszych fanów oraz własnych ambicji i w czwartkowy ranek, z przysłowiową „duszą na ramieniu”, stanęliśmy na starcie pierwszego odcinka. Czas uzyskany przez nas na bardzo lubianej przeze mnie Lubenii uzmysłowił nam, że popełniliśmy w tegorocznych przygotowaniach bardzo duży błąd – nie skorzystaliśmy w tym roku z usług bardziej renomowanej (a co za tym idzie – droższej) stajni. Na „dojazdówce” do piątego oesu zawiódł nas motor i w tym momencie zapewne utraciliśmy realne szanse na tytuł Mistrzów Słowacji. Pozostały żal i gorycz, gdyż nie przegraliśmy go niestety w walce na oesach – dodał kierowca.
- Dla mnie najgorszym dniem tego weekendu wcale nie był piątek. Dopiero w sobotę dotarło do mnie, iż w Rzeszowie najpewniej przegraliśmy tytuł mistrzowski. Nie składamy oczywiście broni i na pewno nie oddamy go bez walki, aczkolwiek bardzo się on od nas w tym momencie oddalił. Porażka w Rzeszowie jest nader bolesna z jeszcze jednego powodu – cały team zdawał sobie sprawę z tego, jak istotny jest to dla nas start. Liczyliśmy na to, że wszystkie części układanki będą na miejscu. Spośród trzech ogniw: załoga, manager, tuner – jedno pękło. Cóż… To je rally – mam nadzieję, że fortuna się do nas uśmiechnie i dane nam będzie wywalczyć tytuł na oesach – mówił Przemysław Zawada.

