Kierowcy VERVA Racing Team ukończyli wyścig na torze Spa-Francorchamps w pierwszej dziesiątce. Kuba Giermaziak przekroczył linię mety siódmy, a Patryk Szczerbiński po wspaniałej walce zajął dziewiąte miejsce. Kuba dobrze wystartował z piątego pola, ale pierwszy zakręt musiał przejechać po wewnętrznej. Po ostrym ataku Jaapa van Lagena Polak spadł na siódmą lokatę, na której dojechał już do mety. Niestety zawodnik założonego przez PKN ORLEN zespołu miał problemy z utrzymaniem tempa czołówki, dlatego pogoń za liderami była bardzo trudna.

Wspaniały spektakl przygotował kibicom Patryk Szczerbiński. Po rewelacyjnym starcie z 12. pozycji i bardzo udanym pierwszym zakręcie, debiutant VERVA Racing Team wspiął się na 8. lokatę. Drobny błąd kosztował go niestety spadek na 10. miejsce, ale od tej pory Patryk toczył spektakularny pojedynek z Robertem Lukasem. Po licznych próbach i walce bok w bok, Szczerbiński w wielkim stylu wyprzedził rywala i do mety dojechał na 9. pozycji. Bezpośrednio ze Spa-Francorchamps zespół VERVA Racing Team przenosi się na inny legendarny tor – włoską Monzę, gdzie za tydzień odbędzie się ostatni tegoroczny wyścig Porsche Supercup.

Kuba Giermaziak: Start był dobry. Może trochę zbyt pasywnie pojechałem pierwszy zakręt. Troszczyłem się przede wszystkim o to, aby dobrze z niego wyjechać na prostą. Sądzę, że mi się to udało, ale miałem mały kontakt z Jaapem van Lagenem. To sprawiło, że musiałem puścić na chwilę nogę z gazu na podjeździe pod Eau Rouge i wyprzedził mnie Norbert Siedler.

– Po pierwszym kółku wydawało się, że wszystko jest w porządku. Tempo okrążenia było bardzo dobre i choć po wyjeździe z Eau Rouge traciłem do Siedlera około stu metrów, to hamując w ostatniej szykanie odrobiłem stratę. Potem niestety auto jakby zwolniło. Nie popełniałem błędów, jechałem na limicie, samochód prowadził się dobrze, a przynajmniej nie zauważyłem żadnych problemów, a mimo to czasy okrążeń spadły. Trudno na razie mówić, co było przyczyną. Teraz musimy przeanalizować dane i rozwiązać problem przed Grand Prix Włoch.

Patryk Szczerbiński: Ruszyłem bardzo dobrze. Odejście z linii było takie jak chciałem, więc już na pierwszych metrach wyprzedziłem chyba jednego rywala. W pierwszym zakręcie zostałem na zewnętrznej, co zaprocentowało, bo wyprzedziłem jeszcze jednego lub dwóch kierowców. Na wyjściu na prostą, za Eau Rouge nagle zobaczyłem, jak Jeroen Mul przelatuje tuż przede mną. Na szczęście udało mi się uniknąć kontaktu i znalazłem się zaraz za Kubą. Niestety na jednym z łuków samochód był bardziej podsterowny, niż się spodziewałem i pojechałem za szeroko.

– Przez to wyprzedzili mnie Ammermuller, a na następnym zakręcie Robert Lukas. To ustawiło mój wyścig, ponieważ prawie przez cały dystans walczyłem z Robertem. Wiedziałem, że jestem od niego dużo szybszy, ale on bronił się bardzo dobrze. Widziałem, że ma problemy, ponieważ często blokował koła. Ja trzymałem nerwy na wodzy i oszczędzałem opony szukając okazji do ataku.

– Próbowałem wiele razy. Kilka razy nawet lekko się zetknęliśmy, ale jechaliśmy fair. Była to bardzo ciekawa i widowiskowa walka. W pewnym momencie jechaliśmy nawet bok w bok na legendarnym Eau Rouge. Wyprzedziłem go okrążenie później, atakując po zewnętrznej, pod koniec długiej prostej. Znów lekko się zderzyliśmy, ale byłem już przed nim. To był udany weekend. Po raz kolejny dojechałem do mety w pierwszej dziesiątce, zdobyłem punkty, a takie były moje cele przed pierwszym sezonem w Porsche Supercup. Teraz przed nami ostatni wyścig na torze Monza. Nie mogę się już doczekać.