Około 60 Polaków stanęło równocześnie na podium podczas niedzielnej ceremonii zakończenia Rajdu Dakar w Santiago de Chile. – To był niezwykły i przełomowy dzień. Myślę, że zrobiliśmy wielkie wrażenie na organizatorach z ASO, którzy bali się wpuścić całą naszą grupę na podium. Chyba sami się nie spodziewali, że w Dakarze wzięło udział tylu Polaków – powiedział szczęśliwy kapitan Poland National Team, który w klasyfikacji quadów wywalczył trzecie miejsce.

Krakowianin przyznał, że tak mocno wierzył w powodzenie inicjatywy wspólnego wyjścia na podium wszystkich Polaków, że nawet założył się o to z jednym z kolegów. – Wygrałem ten zakład – cieszył się wciąż rozemocjonowany SuperSonik. – Były tam wszystkie teamy, które startowały w rajdzie z wyłączeniem Krzysztofa Hołowczyca i Szymona Ruty, którzy musieli wcześniej wrócić do domu. Byli tam wszyscy motocykliści, załogi samochodów i ciężarówek, mechanicy i całe teamy, Łukasz Łaskawiec ze sowim zespołem i ja z wszystkimi, którzy przyjechali tu ze mną i tak wspaniale się sprawdzili.

Kapitan Poland National Team jest pewny, że tegoroczny Dakar to dopiero początek długiej i pięknej historii jaką napisze Poland National Team. – Jestem w stu procentach przekonany, że ten Dakar dla polskich rajdowców był przełomowy. Dotychczas jeździliśmy pojedynczo, a teraz po raz pierwszy jako drużyna narodowa. Niedzielna ceremonia, była symboliczną chwilą, bo dotąd jeszcze nigdy nie spotkaliśmy się wszyscy razem. Xavier Gavory z ASO, jak nas wszystkich zobaczył, to się tak przestraszył, że prosił, abyśmy nie wjeżdżali na podium, bo to za dużo ludzi. Myślę, że zrobiliśmy na ASO niesamowite wrażenie. Prawdopodobnie nie spodziewali się ilu nas jest. Mogę tylko marzyć, żeby w tej ekipie na mecie był w przyszłym roku Krzysztof Hołowczyc i Szymon Ruta. I żeby było więcej niż trzech motocyklistów. Moje marzenia ostatnio często się sprawdzają, więc sobie na nie pozwolę i kto wie, co przyniesie los.

Rafał Sonik miał podwójny powód do radości, bo odniósł zarówno indywidualny, jak i drużynowy sukces. – Już wczoraj wiedziałem, że jestem trzeci, ale to nie oznacza, że w niedzielę mniej się cieszyłem, bo chyba nawet bardziej. Ale bez żadnych wątpliwości jeszcze większe wrażenie na mnie zrobiło to, co zobaczyłem w oczach reprezentantów Polski – wielki entuzjazm, który przebijał się przez zmęczenie po wyczerpującym rajdzie. To było piękne.

Kiedy jest się w jakiejś dziedzinie pionierem, to przychodzą momenty bardzo ciężkie. Wiatr zawsze wieje pionierom w oczy, bo nie chowają się za niczyimi plecami. Niedziela była dniem, kiedy pionier został wynagrodzony. To było pięknie. Usłyszałem też opinie wielu ludzi oraz współtwórców PNT, którzy zobaczyli i uwierzyli, że warto to kontynuować. Powiedziałem kolegom, którzy jeszcze w październiku i listopadzie byli bardzo sceptyczni, że jeśli idea jest dobra, to przetrwa. Obroni się i będzie się rozwijać. Teraz o to, czy rzeczywiście się sprawdziła trzeba pytać innych członków naszej kadry – Jarka Kazebruka, Rafała Martona, Grześka Barana i Jacka Czachora – weteranów Dakaru.

Ceremonia zakończenia Dakaru była symboliczna również z dwóch innych powodów. – Pierwszy z nich, to osiągnięcie mety przez Luisa Belaustegui, który dopiero przy trzeciej próbie pokonał Dakar dwusuwowym motocyklem KTM150. To tak, jakby chcieć objechać świat dookoła syrenką. Wcześniej zatrzymywały go awarie, ale również kontuzje – złamał nogę, nadgarstek, uszkodził kolano. Na tym Dakarze miał też wiele przygód, ale tym razem dotarł do mety. Po drugie Camelia Liparoti wygrała quadem klasyfikację kobiet, pokonując wszystkie kobiety na motocyklach, w tym wielokrotną mistrzynię świata w trialu i już doświadczoną „dakarówkę” Laię Sanz. Taka sytuacja jeszcze nigdy się nie zdarzyła, a Camelia osiągnęła to dzięki swoim wielkim umiejętnościom i jeszcze potężniejszej determinacji. To najtwardsza kobieta, jaką znam i cieszę się, że mieliśmy w jej sukcesie swój udział, bo cały serwis jej quada robili moi mechanicy – Jarek Zając i Jarek Małkus, a Staszek Czopek zajmował się jej odnową biologiczną – relacjonował Rafał Sonik.

Na koniec Dakaru przyszła jeszcze jedna doskonała wiadomość. W poniedziałek, przed wyruszeniem w drogę powrotną do Polski Rafał Sonik ma spotkać się z przedstawicielami ASO, by wykonać kolejny krok na drodze wprowadzenia do tego legendarnego rajdu klasyfikacji narodowej. To właśnie Poland National Team wystąpił z taką propozycją, a organizatorom bardzo spodobała się idea i być może wprowadzą ją w życie już od przyszłego roku.

fot. Jacek Bonecki